poniedziałek, 21 lipca 2014

Rozdział 3- „Yeah I've been feeling everything, from hate to love, from love to lust, from lust to truth”

Z dedykacją dla najwspanialszej przyjaciółki jaką kiedykolwiek miałam. Mam nadzieję, że Ci się spodoba "Twoje" fanfiction :) 
*****

-Chcecie coś do picia? Mam wodę, colę i... To wszystko- uśmiechnął się pomijając zapasy alkoholu trzymane w barku, które tak skrzętnie chował przed resztą ekipy. To był jego mały sekret i nikt nie powinien o tym wiedzieć. Nikt.
-Chętnie, ładnie tu masz.- powiedziała blondynka, której imienia wciąż nie zdążył poznać. Cała ich wizyta u niego trwała dopiero z pięć minut i jedyne co zauważył to to, że brunetka jest bardzo nieśmiała. Może to przez jego wrodzony urok osobisty- pomyślał i momentalnie uśmiechnął się powstrzymując śmiech z samego siebie.
-A ty byś coś coś chciała?- zwrócił się do tajemniczej dziewczyny, z którą wczoraj rozmawiał przez telefon. Leah. Zapamiętał to niespotykane imię, które od zawsze kojarzyło mu się ze spokojem, wdziękiem i czymś tajemniczym.
-Ciebie.- pomyślała, ale od razu poprawiła się w myślach.- Tak, wody poproszę.- powiedziała na głos i starała się ukryć zakłopotanie własnymi myślami pod przykrywką uśmiechu.
-Siadajcie, nie krępujcie się.- chciał podtrzymać tą trochę sztuczną konwersacje i wskazał dziewczynom miejsce na kanapie.- Macie jakieś pytania co do zespołu, płyty?
-Oczywiście!- blondynka aż podskoczyła na myśl o rozmowie o tajemnicach Thirty Seconds To Mars.- Macie już pomysł na następną płytę? Jared kiedyś wspomniał, że będzie ona w stylu pierwszej i drugiej, to prawda?
-Za dużo wam zdradzić nie mogę, wiecie, tajemnica.- uśmiechnął się na potwierdzenie własnych słów.- Ale powiem tyle, że nie kłamał.- reakcji dziewczyn się nie spodziewał. W oczach Effy (tak, poznał już jej imię, ale tylko dlatego, że Leah tak się do niej zwróciła) ujrzał pojedyncze łzy, które po chwili spłynęły na jej policzek. Gdyby tylko wcześniej wiedzieli, jak fani uwielbiają stare klimaty, to zostali by przy nich bez dwóch zdań. Niestety, Jared miał wrażenie, że skoro przemysł muzyczny uległ tak dużej zmianie to gust Echelonu również.- Dziewczyny, nie płaczcie tylko, bo oberwie mi się, że coś wam zrobiłem. Brat mnie zabije, nie biorąc pod uwagę Vicky. Ona to dopiero...
-A wydaje się być taka kochana.- Leah powiedziała ze śmiechem. Coraz bardziej zaczynała mu się podobać.
-Jest, jest, ale jak przesadzisz to dostaniesz.- odpowiedział jej z takim samym rozbawieniem jak to, co gościło na jej twarzy.- Właśnie, co ja taki niegościnny. Mam coś dla was!- poderwał się z kanapy i podszedł do rogu pokoju gdzie leżały dwie dość pokaźne torby. Wręczył im po jednej i z radością wypisaną na twarzy patrzył jak przeglądają ich zawartość.
Postarali się z chłopakami, nie ma co. W środku znajdował się komplet jego osobistych pałeczek, wszystkie piosenki, które nie pojawiły się na oficjalnych płytach, zgrane i złożone w całość. Oczywiście z autografem, no i wiele, wiele więcej prezentów.
-Podoba się?- zagaił nieśmiało. Oczywiste było to, że wiedział jak bardzo są z tego zadowolone, ale wypadało zapytać.
-Pewnie, dzięki wielkie.- odpowiedziała mu Effy.
-Mam dla was jeszcze jedną niespodziankę dziewczyny. Razem z bratem wymyśliliśmy coś co się wam spodoba. Przynajmniej mam taką nadzieję.- uśmiechnął się tak delikatnie i uroczo jak nigdy wcześniej. Przynajmniej Leah nie widziała tego uśmiechu na żadnym z wielu jego zdjęć, które widziała.- Na cały dzisiejszy dzień i czas koncertu każda z was zobaczy to wszystko od innej strony. Będziemy was oprowadzać po tym co dla nas najważniejsze. Niestety, Tomo nie może wziąć w tym udziału, bo chce jak najwięcej czasu spędzić z żoną. Mam nadzieję, że zrozumiecie.- pokiwały potwierdzająco głowami.- Teraz pozostaje wam tylko wybranie z kim chciałybyście zwiedzać. Wyboru największego nie macie, ale mam nadzieję, że nie jesteście zawiedzione.- pokrzepiający, pełen nadziei uśmiech zakończył jego wypowiedź.
-To ja mam jedno pytanie.- Effy wyrwała się jako pierwsza.- Gdzie jest garderoba Jareda?
-Na lewo i prosto, do końca.- ledwo co zdążył odpowiedzieć i już jej nie było.- No to zostaliśmy sami...- zwrócił się od brunetki siedzącej przed nim. Nie miał pojęcia jak rozpocząć jakąkolwiek konwersacje. Czuł się... Zawstydzony? Jak to? On? Przecież jesz bożyszczem wszelakich kobiet, nastoletnie lata miał już dawno za sobą, więc nie miał pojęcia dlaczego reaguje tak, a nie inaczej.
-Strasznie mało mówisz.- stwierdziła. Zaskoczyło go to, nawet bardzo.- Nie chodzi mi o teraz, dzisiaj usłyszałam najdłuższe zdanie jakie kiedykolwiek wypowiedziałeś.- uśmiechnęła się nieśmiało.- Dlaczego?
-Pierwszy raz ktoś zadaje mi takie pytanie. Szczerze? Umówiliśmy się z chłopakami, że podczas wywiadów będzie „królował” Jared. My z Tomo mamy robić „show”. Poza tym to wiesz, ja taki nieśmiały chłopaczyna to mało mówię.
-Uważaj, bo ci jeszcze uwierzę. Nie chcielibyście kiedyś tego zmienić? Myślę, że każdy z was ma wiele do przekazania. Wszyscy dużo przeszliście, więc dobrze byłoby usłyszeć coś nie tylko od Jareda.
-Masz zupełną rację, jak jeszcze pogadasz za mnie z „bossem” to będę ci dziękował na kolanach.- zaśmiał się szczerze. Coraz bardziej zaczynał ją lubić. Wiedział, że ma wiele do powiedzenia, że dużo przeszła. Widać to było po niej, po tej początkowej nieufności.- To teraz opowiedz trochę o sobie, chciałbym wiedzieć komu zdradzam sekrety zespołu.
****
-Cholera jasna!- wykrzyczała dużo głośniej niż zamierzała. Błąkała się po backstage'u przez dobre pięć minut i wciąż nie mogła znaleźć garderoby mężczyzny, który śnił jej się prawie codziennie.
Wciąż nie mogła uwierzyć gdzie się znajduje, że to co się dzieje jest naprawdę, nie tylko w jej wyobraźni. Marzyła o tym dniu tyle razy aż przestała mieć nadzieję, że to się kiedyś stanie, a nagle bum! Jak grom z jasnego nieba spadła na nią taka okazja, której aż żal nie wykorzystać. Miała szansę. Taką prawdziwą, niezdarzającą się człowiekowi codziennie. Musiała czerpać z tego dnia jak najwięcej, ale wrodzona orientacja w terenie akurat wtedy postanowiła ją zawieść.
Wstała i zaczęła się po raz kolejny kierować w kierunku, który wskazał jej Shannon. Wzrok miała utkwiony w telefonie, gdzie pośpiesznie sprawdzała wiadomości od tych, którzy wiedzieli, że jest teraz w tym, a nie innym miejscu.
Niespodziewanie coś, albo raczej ktoś stanął tuż przed nią i skończyło się to bolesnym upadkiem obojga ludzi. Zawstydzona Effy próbowała się jak najszybciej pozbierać, bo wiedziała, że nie powinno jej tu być. Wstała i otrzepała się machinalnie.
-Przepraszam, nie chciałam naprawdę.- wydukała cicho i odważyła się spojrzeć na poszkodowanego. Momentalnie zaparło jej dech w piersiach i z trudem złapała jeden, desperacki oddech. Musiało to wyglądać nader dziwnie ale w tamtej chwili nie było jej do śmiechu. Potrąciła samego Jareda Leto, na którym zresztą leżała przez ułamki sekundy. Mimo, że trwało to dosłownie jedno mrugnięcie okiem, to zdążyła poczuć jego zapach, miękkość ubrań oraz siłę mięśni. Wpadła po uszy. Wiedziała to odkąd zaczęła ich słuchać, ale wtedy właśnie to się potwierdziło.
-Nie szkodzi.- uśmiechnął się za pięknie.- Przy tobie czuję, że mam życie.- zaśmiał się i wskazał dłonią na jej telefon, który wciąż spoczywał w jej dłoni w pełnej gotowości, aby wysłać wiadomość. Zawstydziła się, to było oczywistą reakcją w zaistniałej sytuacji. Jedyne na co się zdobyła to był krótki, odrobinę histeryczny śmiech.- Ty jesteś Effy, tak? Widzę, że już zdecydowałyście, która z was spotka się ze mną. Zapraszam do mojej skromnej garderoby.- powiedział i otworzył drzwi, które znajdowały się centralnie naprzeciwko ich.
-Gratuluję, ośmieszyłaś się w pierwszej minucie spotkania.- mruknęła sama do siebie, tak aby Jared nie usłyszał.
****
-Dziewczyno, gdzieś ty była całe moje życie?- krzyknął Shannon udając desperacki ton. Wywołało to kolejną salwę śmiechu u nowo poznanej.
-Stałam pod barierkami na twoich koncertach.- odpowiedziała siląc się na powagę, co w tej sytuacji przychodziło jej z dużym trudem.
-Nie szukasz może towarzysza niedoli? Chętnie obronię cię przed rzeszą napalonych fanek.- zaśmiał się i dopiero po chwili uświadomił sobie jak strasznie to zabrzmiało. Zauważył to też po tym, jak bardzo dziewczyna spięła się na wspomnienie o jakimkolwiek związku.- Jezu Leah, przepraszam. Czasami jak coś palnę to nic tylko płakać nad moją głupotą.-zażartował sam z siebie. Miał nadzieję, że jego idiotyczny komentarz nie zepsuje tej świeżo zapoczątkowanej znajomości.
-Wszystko w porządku.- skłamała. Nie potrafiła myśleć o mężczyźnie w kategorii „chłopak”. Oczywiście, podobał jej się i to cholernie mocno, ale jeszcze za wcześnie. Poza tym powiedział to z grzeczności, przymusu. Tak, na pewno mu się nie podobała. Nie było takiej możliwości, przecież to Leto. Oni kochają zupełnie inny typ osób.
-- Gołąbeczki, przerywam wam?- nagle drzwi się otworzyły, a w nich stanął najwspanialszy człowiek na świecie. Wraz z żoną.
-T...To....Tomo?- Leah zaczęła się jąkać i po chwili stała przytulona do mężczyzny, który zawsze poprawiał jej humor. Nie ważne co złego działo się w jej życiu, to on tam był. Nie fascynował jej tak jak Shannon, ale czuła z nim więź, mimo tego, że brzmiało to fatalnie.
-Papa Mofo przybył!- zaśmiał się swoim typowym, kochanym śmiechem.- No już, już. Nie płacz bo ja się rozpłaczę i jak wypadnę przed Vicky? Jeszcze się ze mną rozwiedzie i po ptokach.- oderwała się od niego i uśmiechnęła się od ucha d ucha.
-Właśnie, zaczynam być zazdrosny- Shannon, który dotychczas stał z tyłu znajdował się już obok nich i udawał naburmuszonego pięciolatka. Cała czwórka zaśmiała się ze starszego Leto.
-Mamy koncert do zagrania, za pół godziny zaczyna się soundchceck.- powiedział już poważny Tomo.
-No to chodź, porywam cię w jedno sekretne miejsce.- perkusista zwrócił się do wciąż oniemiałej dziewczyny.
-Uważaj na niego! Jak będzie się rozbierał to zamykaj oczy, jeszcze się bidulko przestraszysz.- humor nigdy nie opuszczał Chorwata. W odpowiedzi dostał tylko środkowy palec Shannona wycelowany w jego twarz i już ich nie było.- Ehh... Tylko żeby się chłopaczyna nie zakochał.- Tomo zwrócił się do żony.
-Znając jego to już to zrobił.

2 komentarze:

  1. BOŻE, BOŻE, BOŻE. ZAAAA KRÓTKO, ZDECYDOWANIE.
    NIE MOGĘ, NO.
    KOCHAM CIĘ I TO FF.
    PISZ TYLKO TUTAJ, BŁAGAM.
    KUPIĘ CI INNE ŻYCIE, ŻEBYŚ MIAŁA CZAS PISAĆ BŁAGAM...

    OdpowiedzUsuń
  2. o kurczaki, co się dzieje :v fajnie fajnie opisujesz tę historię, początkowo ciężko mi się czytało, bo było zbyt mrocznie i ponuro, ale teraz kiedy weszły dialogi oraz humor, czyta się to o wiele przyjemniej.
    papa Mofo, własnie, on ma w sobie coś tak kochanego, że... ciężko napisać, co to dokładnie jest, bo nie jest atrakcyjny z wyglądu tylko z charakteru <3

    OdpowiedzUsuń