Z dedykacją dla najwspanialszej przyjaciółki jaką kiedykolwiek miałam. Mam nadzieję, że Ci się spodoba "Twoje" fanfiction :)
*****
-Chcecie
coś do picia? Mam wodę, colę i... To wszystko- uśmiechnął się
pomijając zapasy alkoholu trzymane w barku, które tak skrzętnie
chował przed resztą ekipy. To był jego mały sekret i nikt nie
powinien o tym wiedzieć. Nikt.
-Chętnie,
ładnie tu masz.- powiedziała blondynka, której imienia wciąż
nie zdążył poznać. Cała
ich wizyta u niego trwała dopiero z pięć minut i jedyne co
zauważył to to, że brunetka jest bardzo
nieśmiała. Może to przez jego wrodzony urok osobisty- pomyślał
i momentalnie uśmiechnął się powstrzymując śmiech z samego
siebie.
-A
ty byś coś coś chciała?- zwrócił się do tajemniczej
dziewczyny, z którą wczoraj rozmawiał przez telefon. Leah.
Zapamiętał to niespotykane imię, które od zawsze kojarzyło mu
się ze spokojem, wdziękiem i czymś tajemniczym.
-Ciebie.-
pomyślała, ale od razu poprawiła się w myślach.- Tak, wody
poproszę.- powiedziała na głos i starała się ukryć
zakłopotanie własnymi myślami pod przykrywką uśmiechu.
-Siadajcie,
nie krępujcie się.- chciał podtrzymać tą trochę sztuczną
konwersacje i wskazał dziewczynom miejsce na kanapie.- Macie jakieś
pytania co do zespołu, płyty?
-Oczywiście!-
blondynka aż podskoczyła na myśl o rozmowie o tajemnicach Thirty
Seconds To Mars.- Macie już pomysł na następną płytę? Jared
kiedyś wspomniał, że będzie ona w stylu pierwszej i drugiej, to
prawda?
-Za
dużo wam zdradzić nie mogę, wiecie, tajemnica.- uśmiechnął się
na potwierdzenie własnych słów.- Ale powiem tyle, że nie
kłamał.- reakcji dziewczyn się nie spodziewał. W oczach Effy
(tak, poznał już jej imię, ale tylko dlatego, że Leah tak się
do niej zwróciła) ujrzał pojedyncze łzy, które po chwili
spłynęły na jej policzek. Gdyby tylko wcześniej wiedzieli, jak
fani uwielbiają stare klimaty, to zostali by przy nich bez dwóch
zdań. Niestety, Jared miał wrażenie, że skoro przemysł muzyczny
uległ tak dużej zmianie to gust Echelonu również.- Dziewczyny,
nie płaczcie tylko, bo oberwie mi się, że coś wam zrobiłem.
Brat mnie zabije, nie biorąc pod uwagę Vicky. Ona to dopiero...
-A
wydaje się być taka kochana.- Leah powiedziała ze śmiechem.
Coraz bardziej zaczynała mu się podobać.
-Jest,
jest, ale jak przesadzisz to dostaniesz.- odpowiedział jej z takim
samym rozbawieniem jak to, co gościło na jej twarzy.- Właśnie,
co ja taki niegościnny. Mam coś dla was!- poderwał się z kanapy
i podszedł do rogu pokoju gdzie leżały dwie dość pokaźne
torby. Wręczył im po jednej i z radością wypisaną na twarzy
patrzył jak przeglądają ich zawartość.
Postarali
się z chłopakami, nie ma co. W środku znajdował się komplet jego
osobistych pałeczek, wszystkie piosenki, które nie pojawiły się
na oficjalnych płytach, zgrane i złożone w całość. Oczywiście
z autografem, no i wiele, wiele więcej prezentów.
-Podoba
się?- zagaił nieśmiało. Oczywiste było to, że wiedział jak
bardzo są z tego zadowolone, ale wypadało zapytać.
-Pewnie,
dzięki wielkie.- odpowiedziała mu Effy.
-Mam
dla was jeszcze jedną niespodziankę dziewczyny. Razem z bratem
wymyśliliśmy coś co się wam spodoba. Przynajmniej mam taką
nadzieję.- uśmiechnął się tak delikatnie i uroczo jak nigdy
wcześniej. Przynajmniej Leah nie widziała tego uśmiechu na żadnym
z wielu jego zdjęć, które widziała.- Na cały dzisiejszy dzień
i czas koncertu każda z was zobaczy to wszystko od innej strony.
Będziemy was oprowadzać po tym co dla nas najważniejsze.
Niestety, Tomo nie może wziąć w tym udziału, bo chce jak
najwięcej czasu spędzić z żoną. Mam nadzieję, że
zrozumiecie.- pokiwały potwierdzająco głowami.- Teraz pozostaje
wam tylko wybranie z kim chciałybyście zwiedzać. Wyboru
największego nie macie, ale mam nadzieję, że nie jesteście
zawiedzione.- pokrzepiający, pełen nadziei uśmiech zakończył
jego wypowiedź.
-To
ja mam jedno pytanie.- Effy wyrwała się jako pierwsza.- Gdzie jest
garderoba Jareda?
-Na
lewo i prosto, do końca.- ledwo co zdążył odpowiedzieć i już
jej nie było.- No to zostaliśmy sami...- zwrócił się od
brunetki siedzącej przed nim. Nie miał pojęcia jak rozpocząć
jakąkolwiek konwersacje. Czuł się... Zawstydzony? Jak to? On?
Przecież jesz bożyszczem wszelakich kobiet, nastoletnie lata miał
już dawno za sobą, więc nie miał pojęcia dlaczego reaguje tak,
a nie inaczej.
-Strasznie
mało mówisz.- stwierdziła. Zaskoczyło go to, nawet bardzo.- Nie
chodzi mi o teraz, dzisiaj usłyszałam najdłuższe zdanie jakie
kiedykolwiek wypowiedziałeś.- uśmiechnęła się nieśmiało.-
Dlaczego?
-Pierwszy
raz ktoś zadaje mi takie pytanie. Szczerze? Umówiliśmy się z
chłopakami, że podczas wywiadów będzie „królował” Jared.
My z Tomo mamy robić „show”. Poza tym to wiesz, ja taki
nieśmiały chłopaczyna to mało mówię.
-Uważaj,
bo ci jeszcze uwierzę. Nie chcielibyście kiedyś tego zmienić?
Myślę, że każdy z was ma wiele do przekazania. Wszyscy dużo
przeszliście, więc dobrze byłoby usłyszeć coś nie tylko od
Jareda.
-Masz
zupełną rację, jak jeszcze pogadasz za mnie z „bossem” to
będę ci dziękował na kolanach.- zaśmiał się szczerze. Coraz
bardziej zaczynał ją lubić. Wiedział, że ma wiele do
powiedzenia, że dużo przeszła. Widać to było po niej, po tej
początkowej nieufności.- To teraz opowiedz trochę o sobie,
chciałbym wiedzieć komu zdradzam sekrety zespołu.
****
-Cholera
jasna!- wykrzyczała dużo głośniej niż zamierzała. Błąkała
się po backstage'u przez dobre pięć minut i wciąż nie mogła
znaleźć garderoby mężczyzny, który śnił jej się prawie
codziennie.
Wciąż
nie mogła uwierzyć gdzie się znajduje, że to co się dzieje jest
naprawdę, nie tylko w jej wyobraźni. Marzyła o tym dniu tyle razy
aż przestała mieć nadzieję, że to się kiedyś stanie, a nagle
bum! Jak grom z jasnego nieba spadła na nią taka okazja, której aż
żal nie wykorzystać. Miała szansę. Taką prawdziwą,
niezdarzającą się człowiekowi codziennie. Musiała czerpać z
tego dnia jak najwięcej, ale wrodzona orientacja w terenie akurat
wtedy postanowiła ją zawieść.
Wstała
i zaczęła się po raz kolejny kierować w kierunku, który wskazał
jej Shannon. Wzrok miała utkwiony w telefonie, gdzie pośpiesznie
sprawdzała wiadomości od tych, którzy wiedzieli, że jest teraz w
tym, a nie innym miejscu.
Niespodziewanie
coś, albo raczej ktoś stanął tuż przed nią i skończyło się
to bolesnym upadkiem obojga ludzi. Zawstydzona Effy próbowała się
jak najszybciej pozbierać, bo wiedziała, że nie powinno jej tu
być. Wstała i otrzepała się machinalnie.
-Przepraszam,
nie chciałam naprawdę.- wydukała cicho i odważyła się spojrzeć
na poszkodowanego. Momentalnie zaparło jej dech w piersiach i z
trudem złapała jeden, desperacki oddech. Musiało to wyglądać
nader dziwnie ale w tamtej chwili nie było jej do śmiechu.
Potrąciła samego Jareda Leto, na którym zresztą leżała przez
ułamki sekundy. Mimo, że trwało to dosłownie jedno mrugnięcie
okiem, to zdążyła poczuć jego zapach, miękkość ubrań oraz
siłę mięśni. Wpadła po uszy. Wiedziała to odkąd zaczęła ich
słuchać, ale wtedy właśnie to się potwierdziło.
-Nie
szkodzi.- uśmiechnął się za
pięknie.- Przy tobie czuję, że mam życie.- zaśmiał się i
wskazał dłonią na jej telefon, który wciąż spoczywał w jej
dłoni w pełnej gotowości, aby wysłać wiadomość. Zawstydziła
się, to było oczywistą reakcją w zaistniałej sytuacji. Jedyne
na co się zdobyła to był krótki, odrobinę histeryczny śmiech.-
Ty jesteś Effy, tak? Widzę, że już zdecydowałyście, która z
was spotka się ze mną. Zapraszam do mojej skromnej garderoby.-
powiedział i otworzył drzwi, które znajdowały się centralnie
naprzeciwko ich.
-Gratuluję,
ośmieszyłaś się w pierwszej minucie spotkania.- mruknęła sama
do siebie, tak aby Jared nie usłyszał.
****
-Dziewczyno,
gdzieś ty była całe moje życie?- krzyknął Shannon udając
desperacki ton. Wywołało to kolejną salwę śmiechu u nowo
poznanej.
-Stałam
pod barierkami na twoich koncertach.- odpowiedziała siląc się na
powagę, co w tej sytuacji przychodziło jej z dużym trudem.
-Nie
szukasz może towarzysza niedoli? Chętnie obronię cię przed
rzeszą napalonych fanek.- zaśmiał się i dopiero po chwili
uświadomił sobie jak strasznie to zabrzmiało. Zauważył to też
po tym, jak bardzo dziewczyna spięła się na wspomnienie o
jakimkolwiek związku.- Jezu Leah, przepraszam. Czasami jak coś
palnę to nic tylko płakać nad moją głupotą.-zażartował sam z
siebie. Miał nadzieję, że jego idiotyczny komentarz nie zepsuje
tej świeżo zapoczątkowanej znajomości.
-Wszystko
w porządku.- skłamała. Nie potrafiła myśleć o mężczyźnie w
kategorii „chłopak”. Oczywiście, podobał jej się i to
cholernie mocno, ale jeszcze za wcześnie. Poza tym powiedział to z
grzeczności, przymusu. Tak, na pewno mu się nie podobała. Nie
było takiej możliwości, przecież to Leto. Oni kochają zupełnie
inny typ osób.
--
Gołąbeczki, przerywam wam?- nagle drzwi się otworzyły, a w nich
stanął najwspanialszy człowiek na świecie. Wraz z żoną.
-T...To....Tomo?-
Leah zaczęła się jąkać i po chwili stała przytulona do
mężczyzny, który zawsze poprawiał jej humor. Nie ważne co złego
działo się w jej życiu, to on tam był. Nie fascynował jej tak
jak Shannon, ale czuła z nim więź, mimo tego, że brzmiało to
fatalnie.
-Papa
Mofo przybył!- zaśmiał się swoim typowym, kochanym śmiechem.-
No już, już. Nie płacz bo ja się rozpłaczę i jak wypadnę
przed Vicky? Jeszcze się ze mną rozwiedzie i po ptokach.- oderwała
się od niego i uśmiechnęła się od ucha d ucha.
-Właśnie,
zaczynam być zazdrosny- Shannon, który dotychczas stał z tyłu
znajdował się już obok nich i udawał naburmuszonego pięciolatka.
Cała czwórka zaśmiała się ze starszego Leto.
-Mamy
koncert do zagrania, za pół godziny zaczyna się soundchceck.-
powiedział już poważny Tomo.
-No
to chodź, porywam cię w jedno sekretne miejsce.- perkusista
zwrócił się do wciąż oniemiałej dziewczyny.
-Uważaj
na niego! Jak będzie się rozbierał to zamykaj oczy, jeszcze się
bidulko przestraszysz.- humor nigdy nie opuszczał Chorwata. W
odpowiedzi dostał tylko środkowy palec Shannona wycelowany w jego
twarz i już ich nie było.- Ehh... Tylko żeby się chłopaczyna
nie zakochał.- Tomo zwrócił się do żony.
-Znając
jego to już to zrobił.
BOŻE, BOŻE, BOŻE. ZAAAA KRÓTKO, ZDECYDOWANIE.
OdpowiedzUsuńNIE MOGĘ, NO.
KOCHAM CIĘ I TO FF.
PISZ TYLKO TUTAJ, BŁAGAM.
KUPIĘ CI INNE ŻYCIE, ŻEBYŚ MIAŁA CZAS PISAĆ BŁAGAM...
o kurczaki, co się dzieje :v fajnie fajnie opisujesz tę historię, początkowo ciężko mi się czytało, bo było zbyt mrocznie i ponuro, ale teraz kiedy weszły dialogi oraz humor, czyta się to o wiele przyjemniej.
OdpowiedzUsuńpapa Mofo, własnie, on ma w sobie coś tak kochanego, że... ciężko napisać, co to dokładnie jest, bo nie jest atrakcyjny z wyglądu tylko z charakteru <3