Rozdział dedykuję Wiki i Idze. Bo was kocham.
Na razie nie będę dodawać tak często rozdziałów na tym blogu, ale zdradzę, że możecie się szykować coś nowego na Modern Myth.
Zapraszam do opinii i komentowania.
****
Czasami
pragniemy, aby jakieś chwile trwały wiecznie. Ba, co ja mówię.
Zdarza nam się to prawie codziennie. Nie ważne co w tamtym czasie
robimy, czy to jest pocałunek, uczucie bezpieczeństwa i miłości
czy zwyczajne śniadanie przy rodzinnym stole. Jedyną rzeczą, która
powinna zawracać naszą głowę w takim momencie to ta
wszechogarniająca błogość, przyjemność.
Zastanawiacie
się pewnie co działo się w głowie tej dwójki. Wyobrażacie sobie
jakieś podniosłe myśli, spostrzeżenia. Nic bardziej mylnego.
Zawładnęła nimi chęć spróbowania czegoś nowego, innego. Nie
myśleli o konsekwencjach, późniejszych problemach. Żyli chwilą,
jak to często radzą nam w piosenkach popowe gwiazdki. Nie wiedzieli
co nastąpi jutro, nawet za godzinę.
****
Chcąc,
nie chcąc oderwał się od niej tym samym uświadamiając sobie co
się właśnie stało. I to z jego winy, sam zaczął. Przeraził się
lekko, bo wiedział jak może to wpłynąć na jego i tak nie
najlepszy wizerunek. Jak ona coś komuś powie, albo co gorsza
pomyśli, że to coś większego to nie będzie mógł wyjść z domu
bez tony paparazzi czekających za krzakami, o które tak
pieczołowicie dbała jego mama.
Spojrzał
w jej ciemne oczy, dużo ciemniejsze od jego własnych i zaczęły
nim targać mieszane uczucia. Żałował i to cholernie mocno, ale z
drugiej strony wiedział, że wreszcie robi to co powinien. Nie idzie
za głosem brata, nie przejmuje się opinią każdego dookoła niego.
Słucha swojego serca, które właśnie teraz podpowiada mu, że to
wcale nie był błąd.
Stali
tak już jaki czas. Jedno mierzyło wzrokiem drugie i nikt nie
odważył się odezwać. Studiowali swoje twarze, obie pełne
niepokoju, wyczekiwania. Każde oczekiwało, że druga osoba odezwie
się pierwsza, powie na głos to co siedzi w ich głowach. Padło na
niego.
-Leah...-
zaczął zachrypniętym głosem i utknął. Nie wiedział co
powiedzieć dalej. Gdzie twoja charyzma Leto? Gdzie ta firmowa już
pewność siebie?
-Wiem
co chcesz powiedzieć.- powiedziała zdecydowanym głosem.-Zapominamy
o tym?
-Ale...
-Przestań.
Oboje jesteśmy dorośli.- z miłej i nieśmiałej dziewczyny
zmieniła się w taką, której nie obchodzi nic związanego z
mężczyznami.- Dzięki za wspaniały dzień, za spełnienie moich
głupich marzeń.- rzuciła szybko i wyszła z garderoby w
zastraszającym tempie.
Shannon
stał oniemiały, nie wiedział co powiedzieć. Zazwyczaj to on
wypowiadał krzywdzące słowa, a teraz po praz pierwszy od dawna
został odrzucony jak jakiś śmieć. Oczywiście, sam chciał
powiedzieć to samo, ale poczuł się prawie tak samo jakby coś do
niej czuł. Z wściekłości kopnął w kanapę tak, że po chwili
leżała przewrócona obok jego nóg. Nie miał pojęcia co ze sobą
zrobić.
****
-A
już myślałam, że zamarznę przy tym aucie. Co ty tam tak długo
robiłaś?- zapytała zdenerwowana Effy.
-Nie
mogłam znaleźć garderoby.- rzuciła szybko i czym prędzej
otworzyła auto byleby tylko nie musieć spojrzeć przyjaciółce w
oczy. Wtedy by od razu się zorientowała, że coś jest nie tak, że
coś złego się stało. Najpierw musiała ułożyć sobie wszystko w
głowie, a dopiero potem mogła myśleć o zwierzaniu się z tych
wydarzeń.
-To
nawet lepiej, bo nie zgadniesz kto przyszedł tu do mnie z gorącą
czekoladą, abym nie zamarzła. Sam Jared Leto.
-Naprawdę?
Bredzisz.
-Chciałabyś.
Jak zwykle po koncercie wyszedł się przejść, bo go roznosiła
energia i przy okazji trafił na mnie i od słowa, do słowa...
Dałam mu swój numer!
-Co?-
Leah stanęła gwałtownie na środku drogi. Na szczęście ulice
były już puste. Echelon opuścił miasto z prędkością światła.
-To.
Niby w celach koncertowych, wiesz jakby mieli nowe konkursy i tak
dalej. Ale ja w to nie wierzę.- westchnęła rozmarzona.- Mówię
ci, to jest początek pięknego związku. Jeszcze zobaczysz.-
powiedziała i przekręciła gałkę radia tak, że cały samochód
zabrzmiał piękną, spokojną muzyką.
-Ehh...-
Leah jak zwykle przy tej piosence przypomniała sobie sceny z
przeszłości, o których z wielką chęcią wolałaby zapomnieć.
Wydarzenie z dzisiaj dołączyło do tego niemałego zbioru. Czekała
tylko jak wrócą i na chwilę zostanie sama, aby pozbierać myśli.
Tego właśnie potrzebowała.
Spojrzała
w bok na siedzenie pasażera, na którym Effy odprawiała dzikie
tańce radości połączone ze sprawdzaniem „godziny”. Obie
dobrze wiedziały, że wyczekuje wiadomości od jej Leto. Uśmiechnęła
się w duchu do siebie i wróciła do patrzenia na drogę.
Przynajmniej jedna z nich była szczęśliwa bliskim kontaktem z
jednym z braci. Dla niej, szczęście Effy było najważniejsze.
****
-Nie
mogę w to uwierzyć...- mamrotała do siebie podczas mycia zębów,
co spowodowało, że całkiem nowa koszulka z ulubionym zespołem
była cała w paście do zębów. Mimo to, kontynuowała swoje
przemyślenia.- Mnie? Zwykłej dziewczynie... Może mnie z kimś
pomylił?- wypluła resztkę pasty z ust i przepłukała twarz.
Podniosła
głowę i w lustrze ujrzała szczęśliwą, młodą osobę. Uśmiech
nie schodził jej z twarzy odkąd artysta oddalił się od auta. To
było najlepsze pięć minut jej życia. Nie żeby liczyła w głowie
każdą sekundę spędzoną koło jego boku, to nie było w jej
stylu. Przynajmniej to sobie wmawiała. Poprzeglądała się jeszcze
chwile i zapewne robiłaby to dalej, ale tą jakże zajmującą
czynność przerwał jej telefon, który wesoło zabrzęczał na
umywalce.
Mam
nadzieję, że podobał Ci się dzień spędzony ze mną. J.
Trzy...
Dwa... Jeden...
-O
mój Boże napisał do mnie!- wydarła się na cały dom i odtańczyła
coś, co na pierwszy rzut oka przypominało przesuwanie posągu, ale
było to pełnoprawnym tańcem radości. Wybiegła z łazienki
potykając się o własne nogi, które teraz zdawały się być
zdecydowanie za długie.- TEN JARED LETO NAPISAŁ DO MNIE? ROZUMIESZ
TO?
-Co?
Pokaż, bo nie wierzę.-zaciekawiona przyjaciółka próbowała
zajrzeć jej do telefonu.
-Nie,
to sprawa moja i Jareda.- oburzyła się Effy i wróciła do
łazienki, z której po chwili zaczął dochodzić szum wody i jej
śpiew. Oczywiście wybrała utwór Thirty Seconds to Mars.
Leah
śmiała się wcale tego nie ukrywając. Bawiła ją buńczuczność
przyjaciółki ale z drugiej strony wiedziała, co musi przechodzić.
Spełniało się jej najskrytsze marzenie, o którym wstydziła się
mówić na głos. Jej zachowanie było całkowicie zrozumiałe. Sama
przeżyła dzisiaj coś, co nie zdarza się człowiekowi codziennie.
Do
tej pory nie miała ani chwili, aby się nad tym dłużej zastanowić.
Teraz mogła sobie na to pozwolić. Krzyknęła tylko w stronę
łazienki, że idzie spać, bo jest wyczerpana i po chwili siedziała
w ciemności na łóżku, które wydawało się być o wiele za duże
dla jednej osoby, do tego tak drobnej jak ona.
Chciała
tylko zebrać myśli, ustalić oficjalną wersję wydarzeń i
zapomnieć. Tak, nie chciała pamiętać o czymś, co sprawiło, że
znowu zamieniła się w zagubioną dziewczynkę przerażoną ogromem
własnych uczuć i zachowań. Wciąż i wciąż odtwarzała sobie w
głowie dzisiejszy dzień. Szczególnie ostatnie wydarzenia, które
miały tak duży wpływ na jej psychikę.
Przecież
to był zwykły pocałunek- powiecie. Ale proszę, postawcie się na
miejscu kobiety, dla której mężczyzna jest porównywalny do
najbardziej śmiertelnej trucizny świata. Oczywiście, nie podchodzi
od każdego z nienawiścią w oczach, ale się boi. Odrzucenia,
pozostawienia oraz wykorzystania. Przed oczami ma zawiedzione
spojrzenie Shannona, które rzucił jej kiedy opuszczała garderobę.
Wiedziała, że dla niego nie była to tylko głupia zabawa, czuła
to w atmosferze powstałej po ich pocałunku, który swoją drogą
był idealny. Ich usta zgrały się jakby były stworzone dla siebie
od początku. Nie potrzebowali zbędnych słów, obietnic. To było
tak spontaniczne, a zarazem piękne, że łzy w jej oczach nie były
spowodowane tylko wielkim żalem do samej siebie tylko też zawodem,
że nigdy więcej się to nie powtórzy.
Nie
chciała płakać, tak bardzo nie chciała. Niestety zazwyczaj jej
chęci i starania sprowadzały się tylko do cichych obietnic danych
samej sobie, a wszystko inne diabli brali. Otarła łzy kapiące na
jej koszulkę i położyła się tak, że mogła obserwować niebo
pełne gwiazd.
Każda
z nich była wyjątkowa, kształtem czy rozmiarem. Kiedyś, bardzo
dawno temu wierzyła, że jedna jest przypisana dla niej. Wybrała tą
najmniejszą, ale najbardziej błyszczącą. Taka się właśnie
czuła- pozornie niedoceniana, skromna, ale w środku pełna blasku.
Niedługo po tych obserwacjach uderzyła ją szara rzeczywistość i
przestała wierzyć w cokolwiek. Tym bardziej w miłość, która
dzisiaj zdawała się zaatakować ją podwojoną siłą.
W
głębi duszy zastanawiała się co siedziało w głowie Shannona
podczas pocałunku. Może żałował? Na pewno. Z taką myślą,
która utkwiła jej do końca nocy spróbowała zasnąć i o dziwo
się jej udało.
****
Jej
sen był niespokojny, ale mocny. Na tyle, aby nie usłyszała dźwięku
przychodzącego esemesa, który zazwyczaj automatycznie ją budził.
Nie
żałuję. Spotkajmy się jutro w kawiarni naprzeciwko hali./ Ten co
nic nie mówi.
Okej. Ta piosenka i dedykacja... popłakałam się, jednocześnie się śmiejąc. Dziękuję.
OdpowiedzUsuńBędę Cię bardziej stalkować, niż Adrian mnie, wiec napiszesz coś wcześniej, nie obchodzi mnie to.
Trzeba było napisać dłużej, a nie.
1361 słów to zdecydowanie za mało. Tak, specjalnie policzyłam.
Kocham Cię i tak. Czekam aż do mnie przyjedziesz.
Ściskam i buziaki ;*
Ten rozdział jest tak cudowny, że nie potrafię tego wyrazić słowami...Więc piszę serducha: ❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️. Okay. Już. Czekam niecierpliwie na koniec wakacji, aż dodasz kolejny ❤️ CZEMU SKONCZYLAS W TAKIM MOMENCIE .-. moje zycie nie ma sensu :c
OdpowiedzUsuńTrzymaj się, a ja lecę czytać te ff, co mi poleciłaś ❤️❤️❤️
Eh, dlaczego dopiero pod koniec wakacji?! :C uwielbiam ten ff, dlaczego mi to robisz? :c <30 /A. :v
OdpowiedzUsuńw końcu mogę to napisać
OdpowiedzUsuńCZEKAM NA KOLEJNY ROZDZIAŁ TAK MOCNO, OMGGG
czuowieku, nie wiem, co ze mną zrobiłaś przez 5 rozdziałów + prolog, ale chcę więcej, pragnę więcej! masz mi natychmiast pisać rozdział, tak, to był rozkaz!
więc to był tylko pocałunek? bez seksów? ueee, myślałam, że jakiś szybki numerek na jego kanapie w garderobie zaliczą, byłoby fajnie XDD
ps: wróć do tamtej czcionki, bo to coś jest o-k-r-o-p-n-e
Kocham! Kiedy następny rozdział ? :)
OdpowiedzUsuń