niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział 5- „People fall in love in mysterious ways, maybe just a touch of a hand”*

*Ed Sheeran- Thinking out Loud.

Rozdział dedykuję Wiki i Idze. Bo was kocham.


Na razie nie będę dodawać tak często rozdziałów na tym blogu, ale zdradzę, że możecie się szykować coś nowego na Modern Myth
Zapraszam do opinii i komentowania. 


****

Czasami pragniemy, aby jakieś chwile trwały wiecznie. Ba, co ja mówię. Zdarza nam się to prawie codziennie. Nie ważne co w tamtym czasie robimy, czy to jest pocałunek, uczucie bezpieczeństwa i miłości czy zwyczajne śniadanie przy rodzinnym stole. Jedyną rzeczą, która powinna zawracać naszą głowę w takim momencie to ta wszechogarniająca błogość, przyjemność.
Zastanawiacie się pewnie co działo się w głowie tej dwójki. Wyobrażacie sobie jakieś podniosłe myśli, spostrzeżenia. Nic bardziej mylnego. Zawładnęła nimi chęć spróbowania czegoś nowego, innego. Nie myśleli o konsekwencjach, późniejszych problemach. Żyli chwilą, jak to często radzą nam w piosenkach popowe gwiazdki. Nie wiedzieli co nastąpi jutro, nawet za godzinę.
****
Chcąc, nie chcąc oderwał się od niej tym samym uświadamiając sobie co się właśnie stało. I to z jego winy, sam zaczął. Przeraził się lekko, bo wiedział jak może to wpłynąć na jego i tak nie najlepszy wizerunek. Jak ona coś komuś powie, albo co gorsza pomyśli, że to coś większego to nie będzie mógł wyjść z domu bez tony paparazzi czekających za krzakami, o które tak pieczołowicie dbała jego mama.
Spojrzał w jej ciemne oczy, dużo ciemniejsze od jego własnych i zaczęły nim targać mieszane uczucia. Żałował i to cholernie mocno, ale z drugiej strony wiedział, że wreszcie robi to co powinien. Nie idzie za głosem brata, nie przejmuje się opinią każdego dookoła niego. Słucha swojego serca, które właśnie teraz podpowiada mu, że to wcale nie był błąd.
Stali tak już jaki czas. Jedno mierzyło wzrokiem drugie i nikt nie odważył się odezwać. Studiowali swoje twarze, obie pełne niepokoju, wyczekiwania. Każde oczekiwało, że druga osoba odezwie się pierwsza, powie na głos to co siedzi w ich głowach. Padło na niego.
-Leah...- zaczął zachrypniętym głosem i utknął. Nie wiedział co powiedzieć dalej. Gdzie twoja charyzma Leto? Gdzie ta firmowa już pewność siebie?
-Wiem co chcesz powiedzieć.- powiedziała zdecydowanym głosem.-Zapominamy o tym?
-Ale...
-Przestań. Oboje jesteśmy dorośli.- z miłej i nieśmiałej dziewczyny zmieniła się w taką, której nie obchodzi nic związanego z mężczyznami.- Dzięki za wspaniały dzień, za spełnienie moich głupich marzeń.- rzuciła szybko i wyszła z garderoby w zastraszającym tempie.
Shannon stał oniemiały, nie wiedział co powiedzieć. Zazwyczaj to on wypowiadał krzywdzące słowa, a teraz po praz pierwszy od dawna został odrzucony jak jakiś śmieć. Oczywiście, sam chciał powiedzieć to samo, ale poczuł się prawie tak samo jakby coś do niej czuł. Z wściekłości kopnął w kanapę tak, że po chwili leżała przewrócona obok jego nóg. Nie miał pojęcia co ze sobą zrobić.
****
-A już myślałam, że zamarznę przy tym aucie. Co ty tam tak długo robiłaś?- zapytała zdenerwowana Effy.
-Nie mogłam znaleźć garderoby.- rzuciła szybko i czym prędzej otworzyła auto byleby tylko nie musieć spojrzeć przyjaciółce w oczy. Wtedy by od razu się zorientowała, że coś jest nie tak, że coś złego się stało. Najpierw musiała ułożyć sobie wszystko w głowie, a dopiero potem mogła myśleć o zwierzaniu się z tych wydarzeń.
-To nawet lepiej, bo nie zgadniesz kto przyszedł tu do mnie z gorącą czekoladą, abym nie zamarzła. Sam Jared Leto.
-Naprawdę? Bredzisz.
-Chciałabyś. Jak zwykle po koncercie wyszedł się przejść, bo go roznosiła energia i przy okazji trafił na mnie i od słowa, do słowa... Dałam mu swój numer!
-Co?- Leah stanęła gwałtownie na środku drogi. Na szczęście ulice były już puste. Echelon opuścił miasto z prędkością światła.
-To. Niby w celach koncertowych, wiesz jakby mieli nowe konkursy i tak dalej. Ale ja w to nie wierzę.- westchnęła rozmarzona.- Mówię ci, to jest początek pięknego związku. Jeszcze zobaczysz.- powiedziała i przekręciła gałkę radia tak, że cały samochód zabrzmiał piękną, spokojną muzyką.
-Ehh...- Leah jak zwykle przy tej piosence przypomniała sobie sceny z przeszłości, o których z wielką chęcią wolałaby zapomnieć. Wydarzenie z dzisiaj dołączyło do tego niemałego zbioru. Czekała tylko jak wrócą i na chwilę zostanie sama, aby pozbierać myśli. Tego właśnie potrzebowała.
Spojrzała w bok na siedzenie pasażera, na którym Effy odprawiała dzikie tańce radości połączone ze sprawdzaniem „godziny”. Obie dobrze wiedziały, że wyczekuje wiadomości od jej Leto. Uśmiechnęła się w duchu do siebie i wróciła do patrzenia na drogę. Przynajmniej jedna z nich była szczęśliwa bliskim kontaktem z jednym z braci. Dla niej, szczęście Effy było najważniejsze.
****
-Nie mogę w to uwierzyć...- mamrotała do siebie podczas mycia zębów, co spowodowało, że całkiem nowa koszulka z ulubionym zespołem była cała w paście do zębów. Mimo to, kontynuowała swoje przemyślenia.- Mnie? Zwykłej dziewczynie... Może mnie z kimś pomylił?- wypluła resztkę pasty z ust i przepłukała twarz.
Podniosła głowę i w lustrze ujrzała szczęśliwą, młodą osobę. Uśmiech nie schodził jej z twarzy odkąd artysta oddalił się od auta. To było najlepsze pięć minut jej życia. Nie żeby liczyła w głowie każdą sekundę spędzoną koło jego boku, to nie było w jej stylu. Przynajmniej to sobie wmawiała. Poprzeglądała się jeszcze chwile i zapewne robiłaby to dalej, ale tą jakże zajmującą czynność przerwał jej telefon, który wesoło zabrzęczał na umywalce.
Mam nadzieję, że podobał Ci się dzień spędzony ze mną. J.

Trzy... Dwa... Jeden...
-O mój Boże napisał do mnie!- wydarła się na cały dom i odtańczyła coś, co na pierwszy rzut oka przypominało przesuwanie posągu, ale było to pełnoprawnym tańcem radości. Wybiegła z łazienki potykając się o własne nogi, które teraz zdawały się być zdecydowanie za długie.- TEN JARED LETO NAPISAŁ DO MNIE? ROZUMIESZ TO?
-Co? Pokaż, bo nie wierzę.-zaciekawiona przyjaciółka próbowała zajrzeć jej do telefonu.
-Nie, to sprawa moja i Jareda.- oburzyła się Effy i wróciła do łazienki, z której po chwili zaczął dochodzić szum wody i jej śpiew. Oczywiście wybrała utwór Thirty Seconds to Mars.

Leah śmiała się wcale tego nie ukrywając. Bawiła ją buńczuczność przyjaciółki ale z drugiej strony wiedziała, co musi przechodzić. Spełniało się jej najskrytsze marzenie, o którym wstydziła się mówić na głos. Jej zachowanie było całkowicie zrozumiałe. Sama przeżyła dzisiaj coś, co nie zdarza się człowiekowi codziennie.
Do tej pory nie miała ani chwili, aby się nad tym dłużej zastanowić. Teraz mogła sobie na to pozwolić. Krzyknęła tylko w stronę łazienki, że idzie spać, bo jest wyczerpana i po chwili siedziała w ciemności na łóżku, które wydawało się być o wiele za duże dla jednej osoby, do tego tak drobnej jak ona.
Chciała tylko zebrać myśli, ustalić oficjalną wersję wydarzeń i zapomnieć. Tak, nie chciała pamiętać o czymś, co sprawiło, że znowu zamieniła się w zagubioną dziewczynkę przerażoną ogromem własnych uczuć i zachowań. Wciąż i wciąż odtwarzała sobie w głowie dzisiejszy dzień. Szczególnie ostatnie wydarzenia, które miały tak duży wpływ na jej psychikę.
Przecież to był zwykły pocałunek- powiecie. Ale proszę, postawcie się na miejscu kobiety, dla której mężczyzna jest porównywalny do najbardziej śmiertelnej trucizny świata. Oczywiście, nie podchodzi od każdego z nienawiścią w oczach, ale się boi. Odrzucenia, pozostawienia oraz wykorzystania. Przed oczami ma zawiedzione spojrzenie Shannona, które rzucił jej kiedy opuszczała garderobę. Wiedziała, że dla niego nie była to tylko głupia zabawa, czuła to w atmosferze powstałej po ich pocałunku, który swoją drogą był idealny. Ich usta zgrały się jakby były stworzone dla siebie od początku. Nie potrzebowali zbędnych słów, obietnic. To było tak spontaniczne, a zarazem piękne, że łzy w jej oczach nie były spowodowane tylko wielkim żalem do samej siebie tylko też zawodem, że nigdy więcej się to nie powtórzy.
Nie chciała płakać, tak bardzo nie chciała. Niestety zazwyczaj jej chęci i starania sprowadzały się tylko do cichych obietnic danych samej sobie, a wszystko inne diabli brali. Otarła łzy kapiące na jej koszulkę i położyła się tak, że mogła obserwować niebo pełne gwiazd.
Każda z nich była wyjątkowa, kształtem czy rozmiarem. Kiedyś, bardzo dawno temu wierzyła, że jedna jest przypisana dla niej. Wybrała tą najmniejszą, ale najbardziej błyszczącą. Taka się właśnie czuła- pozornie niedoceniana, skromna, ale w środku pełna blasku. Niedługo po tych obserwacjach uderzyła ją szara rzeczywistość i przestała wierzyć w cokolwiek. Tym bardziej w miłość, która dzisiaj zdawała się zaatakować ją podwojoną siłą.
W głębi duszy zastanawiała się co siedziało w głowie Shannona podczas pocałunku. Może żałował? Na pewno. Z taką myślą, która utkwiła jej do końca nocy spróbowała zasnąć i o dziwo się jej udało.
****
Jej sen był niespokojny, ale mocny. Na tyle, aby nie usłyszała dźwięku przychodzącego esemesa, który zazwyczaj automatycznie ją budził.

Nie żałuję. Spotkajmy się jutro w kawiarni naprzeciwko hali./ Ten co nic nie mówi.


5 komentarzy:

  1. Okej. Ta piosenka i dedykacja... popłakałam się, jednocześnie się śmiejąc. Dziękuję.
    Będę Cię bardziej stalkować, niż Adrian mnie, wiec napiszesz coś wcześniej, nie obchodzi mnie to.
    Trzeba było napisać dłużej, a nie.
    1361 słów to zdecydowanie za mało. Tak, specjalnie policzyłam.
    Kocham Cię i tak. Czekam aż do mnie przyjedziesz.
    Ściskam i buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten rozdział jest tak cudowny, że nie potrafię tego wyrazić słowami...Więc piszę serducha: ❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️. Okay. Już. Czekam niecierpliwie na koniec wakacji, aż dodasz kolejny ❤️ CZEMU SKONCZYLAS W TAKIM MOMENCIE .-. moje zycie nie ma sensu :c
    Trzymaj się, a ja lecę czytać te ff, co mi poleciłaś ❤️❤️❤️

    OdpowiedzUsuń
  3. Eh, dlaczego dopiero pod koniec wakacji?! :C uwielbiam ten ff, dlaczego mi to robisz? :c <30 /A. :v

    OdpowiedzUsuń
  4. w końcu mogę to napisać
    CZEKAM NA KOLEJNY ROZDZIAŁ TAK MOCNO, OMGGG
    czuowieku, nie wiem, co ze mną zrobiłaś przez 5 rozdziałów + prolog, ale chcę więcej, pragnę więcej! masz mi natychmiast pisać rozdział, tak, to był rozkaz!
    więc to był tylko pocałunek? bez seksów? ueee, myślałam, że jakiś szybki numerek na jego kanapie w garderobie zaliczą, byłoby fajnie XDD
    ps: wróć do tamtej czcionki, bo to coś jest o-k-r-o-p-n-e

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham! Kiedy następny rozdział ? :)

    OdpowiedzUsuń