poniedziałek, 15 września 2014

Rozdział 6- „People talking without speaking, people hearing without listening, people writing songs that voices never share and no one dared disturb the sound of silence.”*

*Simon and Garfunkel- Sound of Silence 
Rozdział dedykuję moim dwóm dziewuszkom, kochanej Wiki i Igusi. 
Zapraszam, mam nadzieję, że się spodoba i zostawicie po sobie jakiś ślad w komentarzach. 
****

-Tomo? Jared?- zawołał cicho i zadowolony nie doczekał się odpowiedzi. Na szczęście oboje byli pogrążeni we
 śnie, więc ze spokojem przeszedł przez korytarz na piętrze i zaczął schodzić na dół. Musiał uważać, bo w pokoju gościnnym znajdował się Chorwat, który kładł się w takim stanie, że z pewnością nie chciałby być obudzony przez kroki perkusisty. Ostro zabalował, pewnie dlatego, że żona nagle wyjechała do matki, zostawiając go spuszczonego ze smyczy. Nie mieli dzieci, jedynym zobowiązaniem były psy znajdujące się właśnie u rodzicielki jego małżonki. Miał pełne prawo odpłynąć w krainę piwem i wódką płynącą.
Shannon zaśmiał się ze swojego własnego tekstu i po chwili zorientował się jak bardzo to musi strasznie wyglądać.
-Śmiejesz się do siebie jak stary zbok.- rzucił cicho i czym prędzej wyszedł z domu.
Nie miał zielonego pojęcia dlaczego robił to co teraz. Dlaczego się z nią umówił? Miał poczucie winy, dobrze o tym wiedział. Tylko dlaczego do cholery tak bardzo chciał tego spotkania? Gdyby to była pierwsza, lepsza dziewczyna to nawet by sobie nie zaprzątał tym głowy.
Właśnie... Ona nie była jedną z tych przypadkowych przygód na jedną noc, o których zapominał tuż po wstaniu z łóżka. Miała w sobie tą tajemnicę, której poszukiwał w każdej nowo poznanej dziewczynie. Pech chciał, że nie tak szybko dowie się o jaką chodzi...
****
Siedziała przy stole w kuchni i powoli popijała znajdujący się przed nią napój. Nie miała ochoty na nic innego niż szklankę wody. Trzęsła się delikatnie ze stresu, co można było zauważyć po drżeniu rąk, które próbowała na siłę powstrzymać. Niestety, po tym co przeczytała z samego rana nie mogła znaleźć dla siebie żadnego miejsca, w którym mogłaby pomyśleć co zrobić. Miała ochotę powiedzieć Effy co i jak, ale sama nie wiedziała czy to się działo naprawdę. Zresztą, i tak by jej nie uwierzyła.
Podeszła do okna, za którym strugi deszczu zmywały cały brud i kurz z ulic Miasta Aniołów. Jeśli chciałaby się wybrać na to spotkanie to powinna wyjść za godzinę, inaczej nie miałaby szans zdążyć.
-A jeśli to głupi żart?- zapytała samej siebie.- Jak nie wyjdzie to znowu będziesz ryczeć jak jakaś beksa.- skwitowała.- Weź się w garść i chociaż tam pójdź. Nie musisz wchodzić...
Po raz kolejny w swoim życiu czuła, że tchórzy, ale ból jaki sprawiał jej sam fakt obcowania z jakimkolwiek mężczyzną przerastał ją i nie pozwalał usunąć się z jej świadomości.
-Kurwa... Nie mam innej opcji.- mruknęła i wyszła do pokoju, aby się choć trochę przygotować.
Piętnaście minut później stała za drzwiami do swojego domu i oddychała niespokojnie. Na pytanie Effy o to gdzie idzie odpowiedziała jej tylko, że musi coś załatwić do pracy.
****
-Hej.- zagaił ostrożnie dziewczynę, która właśnie weszła do kawiarni. Miał nadzieję, że go poznała mimo ciemnych okularów oraz kapelusza zasłaniającego świeżo umyte włosy. Czuł się niepewnie, co ostatnio było dla niego dość odległym uczuciem. Zawsze idealny, wyrafinowany i świadomy co się dookoła niego dzieje teraz wiedział, że ona ma nad nim przewagę. Nie ważne, że brzmiało to wprost komicznie, Shannon miał wrażenie, że to nie jest „jego” dzień.
-Hej.- odpowiedziała bardzo cicho, spokojnie. Wydawało się, że ma całkiem obojętne spojrzenie na tą sprawę, ale wystarczyło spojrzeć w jej oczy, które zdradzały emocje targające nią w tamtej chwili. A było ich wiele. Postanowiła przejść od razu do sedna spotkania, więc nawet nie zdjęła płaszcza i usiadła naprzeciwko mężczyzny.- Nie chcę zajmować Twojego cennego czasu, więc zapytam wprost. Czemu się do mnie odezwałeś?
-Ja...- westchnął, nie wiedząc jakich słów ma użyć.- Nie żałuję, co już wiesz, ale chciałbym... Spróbować czegoś więcej.
-Shannon, to był jeden, dość przypadkowy pocałunek, więc nie licz na deklaracje miłości z mojej strony.
-Nie o to mi chodzi.- powiedział tonem bardziej stanowczym niż zamierzał.- Może zwyczajnie zaczniemy gdzieś razem wychodzić. Jak przyjaciele, na przykład.
-Musiałabym... A pieprzyć to.- powiedziała sama do siebie. Zwróciła się w stronę perkusisty i pokiwała delikatnie głową.- Bardzo chętnie.- uśmiechnęła się nieśmiało.
Reakcja mężczyzny okazała się być bardzo emocjonalna. Wstał szybko i podszedł do dziewczyny, aby objąć ją swoimi szerokimi ramionami. Zaskoczona Leah nie miała pojęcia jak zareagować na tak żywą reakcje jej nowego „przyjaciela”. Oboje dobrze wiedzieli, że za tym słowem kryje się coś większego i jakoś im to nie przeszkadzało, ciekawe dlaczego...
-Ja...
-Nie przepraszaj, tak robią przyjaciele, nieprawdaż?- zapytała go.
-No to w ramach zawarcia nowej przyjaźni zapraszam ciebie i Effy do nas na wieczór. Będzie tylko Jared, Tomo i ja, więc zrobi się taka mała przyjacielska impreza.
-Bardzo chętnie.- odrzekła i wróciła do sączenia kawy, chyba dziesiątej tamtego dnia.

****
-Że co? Zaprosił cię na co?- Effy zdawała się nie wierzyć przyjaciółce, no cóż... Któż by się jej w tym dziwił.
-Na imprezę.- przewróciła oczami.- Zresztą nie mnie, tylko nas.
-No ja nie idę.
-A to niby czemu?
-Nie i tyle.- nie mogła przecież podać prawdziwego powodu swojej niechęci do przyjścia na imprezę z TYM człowiekiem, który grzeszył perfekcją w każdym calu swojego ciała. 
-Masz czas do osiemnastej.- mruknęła Leah i zamknęła się w swoim pokoju, aby przygotować się do spotkania.
Stresowała się bardziej niż przed najcięższymi egzaminami w jej życiu. Jej głównym problemem był jak zawsze strój. Shannon nie raczył jej powiadomić, czy w jego mniemaniu „przyjacielska impreza” polega na ciągłym chlaniu, czy może siedzeniu przy stole pod krawatem. Zrozpaczona, postanowiła wziąć prysznic i ułożyć włosy. Tak, to zawsze poprawiało jej nastrój.
Po paru godzinach zdecydowała się na zwykłe, czarne spodnie i bluzkę w tym samym kolorze. Fryzura nie należała do tych najbardziej skomplikowanych w przygotowaniu, ale sprawiała, że Leah czuła się swobodnie mimo nerwów związanych z wyjściem.
-To co? Idziesz?- zwróciła się do Effy, która aktualnie kończyła wiązać martensy.
-Jak muszę...- uśmiechnęła się.
-To chodź, spóźnimy się.
-Lee, ja się tyle na nich naczekałam na tych wszystkich koncertach, że teraz mam prawo spóźnić się chociaż piętnaście minut.
-Z tobą to jak z dzieckiem.- zaśmiała się młodsza z nich i rozsiadła się wygodnie na kanapie.
****
Całe popołudnie spędził na namawianiu jedynego kucharza w zespole, aby wreszcie ruszył się z łóżka i pomógł mu w przygotowaniach do imprezy. Oczywiście, sam potrafił to i owo, ale mimo wszystko potrzebował pomocy, a brat nie kwapił się do pracy przy garach po rozmaitych przygodach z naleśnikami.
Wreszcie, zrezygnowany gitarzysta musiał ustąpić i powlókł się w stronę kuchni, aby chociaż pomachać łyżką na pokaz. Wszedł do pomieszczenia i od razu uderzył go zapach miętowych ciasteczek, które tak uwielbiał i niewiele myśląc zjadł je jedno po drugim.
-Tomo! Co ty robisz z moimi ukochanymi?- niestety, drugi weganin w tym domu musiał wejść tam akurat w chwili, w której ostatnie znikało w ustach mężczyzny.
-Zostawiłeś je, szukały nowego tatusia.
-Shannon upiekł je specjalnie dla mnie, żebym się nie wtrącał do listy gości, a ty je perfidnie pożerasz. Widziałem tą premedytacje w twoim wzroku, nie oszukasz mnie.
-Można was na chwilę zostawić samych bez perspektywy trzeciej wojny światowej?- na szczęście perkusista wiedział kiedy wejść do kuchni z zakupami.
-Ale... - zaczął rozbawiony całą tą sytuacją Jared.
-Cicho młody, bo cię posadzę na karnego jeżyka, a tego chyba nie chcesz.
-Coś ty, jego seksowny tyłeczek nie może być podrapany. Co powiedzą na to fanki?- roześmiany Tomo jak zwykle wtrącił swoje trzy grosze.
-O, widzę, żeś się rozbudził. Pomóż mi z tym kurczakiem.
-Wiesz, że nie jem mięsa...
-Ale ja jem i nasi gości też, więc się postaraj Tomisilver.- wiedział jak zdenerwować Chorwata. Zawsze używał do tego celu ksywki, którą główny zainteresowany zwykł nadawać postaciom w grach na konsolę.
-Zginiesz karle, oj zginiesz.- Tomo zaczął mu grozić, ale grzecznie wziął się do przyprawiania mięsa.
-To kto przyjdzie?- Jared, który jako jedyny nie miał roboty w tej części przygotowań usiadł przy barku i tęsknie patrzył na blachę po ciasteczkach.
-Tylko parę osób. - Shannon nie kwapił się do tłumaczenia bratu kogo zaprosił.
-Jakich?
-Słuchaj, różnych, młody. Moja nowa znajoma z koleżanką.
-To my na twoje schadzki mamy gotować?- Tomo wydawał się być jak najbardziej oburzony.- Wszczynam bunt i nie będę nic robił, dopóki nie zdradzisz nam imion, kapiszi?
-Leah i Effy.- mruknął zrezygnowany.
Reakcja jego brata była najlepszym co widział do tej pory w swoim życiu, a przeszedł wiele. Biedaczek opluł się mlekiem migdałowym i pobiegł na górze krzycząc, że musi się przygotować psychicznie. Cokolwiek to miało oznaczać.
Na szczęście, nie zadawał mu pytań, na które tak bardzo nie chciał odpowiadać. Zapomniał, że gitarzysta też potrafi być upierdliwy.
-Jak nie ma głównej plotkary to możesz mi powiedzieć dlaczego.
-Ehh...- westchnął i następnie opowiedział mu całe zajście w garderobie.
Przez cały czas Tomo słuchał z otwartymi ustami. Jak Shannon skończył opowiadać o tym co stało się dzisiaj, to musiał czekać dłuższą chwilę na to co gitarzysta o tym wszystkim myśli.
-Kurde... Zaszalałeś stary, nie ma co. Nie wiem co mam ci powiedzieć, może to jest „ta jedyna”?
-Sam nie wiem, a co jeśli ona nie chce tego co ja? Może rzeczywiście ma ochotę na relacje przyjaciel- przyjaciółka?
-Dzisiaj się przekonasz.- jednym zdaniem Tomo zakończył całą dyskusję, bo do kuchni wszedł Jared.
To, że był odpicowany to widzieli obydwoje, ale to i tak nie było wystarczające określenie na to jak się prezentował. Miał na sobie swoje „najlepsze spodnie”, czyli proste czarne dżinsy (bez żadnych dziur! Fakt ten wymaga wyjątkowego podkreślenia.) Oraz szary t-shirt, który wiele dziewczyn uważa za ten najbardziej seksowny. Chociaż nie to zrobiło największe wrażenie na chłopakach. On zgolił brodę. Tak, swoją ukochaną, która dotrzymywała mu towarzystwa od wielu miesięcy.
-Czy moje oczy dobrze widzą? Święty zarost został spłukany do umywalki?- rozbawiony Shannon nie potrafił się powstrzymać od złośliwego komentarza.
-Zamilcz człowieku. Twoje słowa są dla mnie jak brzęczenie muchy.- urażony wokalista wziął swoją szklankę wraz z kartonem mleka i opuścił kuchnię tak szybko jak się w niej pojawił.
****
-Daj mi szybko te szpilki, zmieniam zdanie.- rozstrojona Effy właśnie krzyczała na przyjaciółkę jak siedziały w samochodzie pod domem muzyków.
-Nie mam.
-Jezu, wiem gdzie je trzymasz, nie ukryjesz ich przede mną.- wychyliła się na tylne siedzenie i porwała znajdujące się pod nim buty trzymane tam na „specjalną okazję”.
-Kradziej.- rzuciła Leah i po raz ostatni przejrzała się w lusterku.- Idziemy?
-Idziemy.
Wyszły z auta i skierowały się do drzwi pozornie zwyczajnego budynku. Nawet nie musiały pukać, bo drzwi zostały natychmiastowo otworzone przez Jareda.
-Hej.- powiedziała nieśmiało Leah, bo Effy tak jakby odebrało mowę. To samo można było powiedzieć o muzyku.

- Rozgość się, Shannon już czeka.- zwrócił się do tej bardziej rozgadanej.- Eff, chcesz, żebym cię oprowadził?

3 komentarze:

  1. Naaaaaareszcie! Tyle czekałam i się w końcu doczekałam. Strasznie mi się podoba, powinnaś wrzucać tu coś częściej. Trzymam kciuki za tego bloga. Wgl Jared taki śmieszny tu jest. <33 Weny! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. W końcu, świetny rozdział dużo się pośmiała, opłacało się czekać. Ale pisz jak najszybciej następny i dużo weny!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zamiast się uczyć na historię/ angola/ francuski piszę Ci komentarz. DOCEŃ TO.
    Prosiłam ja Cię już, weźże zmień ten kolor tła, bo komów nie widać. Okej, a teraz do rzeczy. IDNFJWENAL'DNK KLSDFNL
    Dobrze wiesz, dlaczego to ff jest moim ulubionym, z wszystkich które czytam. WYKORZYSTAŁAŚ TO CO CI MÓWIŁAM O SEKSI SZAREJ KOSZULCE, NO AWWWWWW
    Po prostu mam wrażenie, że moje wszystkie teksty wkładasz w usta wiadomej bohaterki. KOCHAM JESZCZE BARDZIEJ. Zgolił fredkę. Odpicował się.

    umarłam.

    P.S. TAK, CHCĘ ŻEBY MNIE OPROWADZIŁ....

    OdpowiedzUsuń