*Simon and Garfunkel- Sound of Silence
Rozdział dedykuję moim dwóm dziewuszkom, kochanej Wiki i Igusi.
Zapraszam, mam nadzieję, że się spodoba i zostawicie po sobie jakiś ślad w komentarzach.
****
-Tomo?
Jared?- zawołał cicho i zadowolony nie doczekał się odpowiedzi.
Na szczęście oboje byli pogrążeni we
śnie, więc ze spokojem
przeszedł przez korytarz na piętrze i zaczął schodzić na dół.
Musiał uważać, bo w pokoju gościnnym znajdował się Chorwat,
który kładł się w takim stanie, że z pewnością nie chciałby
być obudzony przez kroki perkusisty. Ostro zabalował, pewnie
dlatego, że żona nagle wyjechała do matki, zostawiając go
spuszczonego ze smyczy. Nie mieli dzieci, jedynym zobowiązaniem były
psy znajdujące się właśnie u rodzicielki jego małżonki. Miał
pełne prawo odpłynąć w krainę piwem i wódką płynącą.
Shannon
zaśmiał się ze swojego własnego tekstu i po chwili zorientował
się jak bardzo to musi strasznie wyglądać.
-Śmiejesz
się do siebie jak stary zbok.- rzucił cicho i czym prędzej
wyszedł z domu.
Nie
miał zielonego pojęcia dlaczego robił to co teraz. Dlaczego się z
nią umówił? Miał poczucie winy, dobrze o tym wiedział. Tylko
dlaczego do cholery tak bardzo chciał tego spotkania? Gdyby to była
pierwsza, lepsza dziewczyna to nawet by sobie nie zaprzątał tym
głowy.
Właśnie...
Ona nie była jedną z tych przypadkowych przygód na jedną noc, o
których zapominał tuż po wstaniu z łóżka. Miała w sobie tą
tajemnicę, której poszukiwał w każdej nowo poznanej dziewczynie.
Pech chciał, że nie tak szybko dowie się o jaką chodzi...
****
Siedziała
przy stole w kuchni i powoli popijała znajdujący się przed nią
napój. Nie miała ochoty na nic innego niż szklankę wody. Trzęsła
się delikatnie ze stresu, co można było zauważyć po drżeniu
rąk, które próbowała na siłę powstrzymać. Niestety, po tym co
przeczytała z samego rana nie mogła znaleźć dla siebie żadnego
miejsca, w którym mogłaby pomyśleć co zrobić. Miała ochotę
powiedzieć Effy co i jak, ale sama nie wiedziała czy to się działo
naprawdę. Zresztą, i tak by jej nie uwierzyła.
Podeszła do okna, za którym strugi deszczu zmywały cały brud i kurz z ulic Miasta Aniołów. Jeśli chciałaby się wybrać na to spotkanie to powinna wyjść za godzinę, inaczej nie miałaby szans zdążyć.
-A jeśli to głupi żart?- zapytała samej siebie.- Jak nie wyjdzie to znowu będziesz ryczeć jak jakaś beksa.- skwitowała.- Weź się w garść i chociaż tam pójdź. Nie musisz wchodzić...
Podeszła do okna, za którym strugi deszczu zmywały cały brud i kurz z ulic Miasta Aniołów. Jeśli chciałaby się wybrać na to spotkanie to powinna wyjść za godzinę, inaczej nie miałaby szans zdążyć.
-A jeśli to głupi żart?- zapytała samej siebie.- Jak nie wyjdzie to znowu będziesz ryczeć jak jakaś beksa.- skwitowała.- Weź się w garść i chociaż tam pójdź. Nie musisz wchodzić...
Po
raz kolejny w swoim życiu czuła, że tchórzy, ale ból jaki
sprawiał jej sam fakt obcowania z jakimkolwiek mężczyzną
przerastał ją i nie pozwalał usunąć się z jej świadomości.
-Kurwa...
Nie mam innej opcji.- mruknęła i wyszła do pokoju, aby się choć
trochę przygotować.
Piętnaście
minut później stała za drzwiami do swojego domu i oddychała
niespokojnie. Na pytanie Effy o to gdzie idzie odpowiedziała jej
tylko, że musi coś załatwić do pracy.
****
-Hej.-
zagaił ostrożnie dziewczynę, która właśnie weszła do kawiarni.
Miał nadzieję, że go poznała mimo ciemnych okularów oraz
kapelusza zasłaniającego świeżo umyte włosy. Czuł się
niepewnie, co ostatnio było dla niego dość odległym uczuciem.
Zawsze idealny, wyrafinowany i świadomy co się dookoła niego
dzieje teraz wiedział, że ona ma nad nim przewagę. Nie ważne, że
brzmiało to wprost komicznie, Shannon miał wrażenie, że to nie
jest „jego” dzień.
-Hej.-
odpowiedziała bardzo cicho, spokojnie. Wydawało się, że ma
całkiem obojętne spojrzenie na tą sprawę, ale wystarczyło
spojrzeć w jej oczy, które zdradzały emocje targające nią w
tamtej chwili. A było ich wiele. Postanowiła przejść od razu do
sedna spotkania, więc nawet nie zdjęła płaszcza i usiadła
naprzeciwko mężczyzny.- Nie chcę zajmować Twojego cennego czasu,
więc zapytam wprost. Czemu się do mnie odezwałeś?
-Ja...-
westchnął, nie wiedząc jakich słów ma użyć.- Nie żałuję, co
już wiesz, ale chciałbym... Spróbować czegoś więcej.
-Shannon,
to był jeden, dość przypadkowy pocałunek, więc nie licz na
deklaracje miłości z mojej strony.
-Nie
o to mi chodzi.- powiedział tonem bardziej stanowczym niż
zamierzał.- Może zwyczajnie zaczniemy gdzieś razem wychodzić.
Jak przyjaciele, na przykład.
-Musiałabym...
A pieprzyć to.- powiedziała sama do siebie. Zwróciła się w
stronę perkusisty i pokiwała delikatnie głową.- Bardzo chętnie.-
uśmiechnęła się nieśmiało.
Reakcja
mężczyzny okazała się być bardzo emocjonalna. Wstał szybko i
podszedł do dziewczyny, aby objąć ją swoimi szerokimi ramionami.
Zaskoczona Leah nie miała pojęcia jak zareagować na tak żywą
reakcje jej nowego „przyjaciela”. Oboje dobrze wiedzieli, że za
tym słowem kryje się coś większego i jakoś im to nie
przeszkadzało, ciekawe dlaczego...
-Ja...
-Nie
przepraszaj, tak robią przyjaciele, nieprawdaż?- zapytała go.
-No
to w ramach zawarcia nowej przyjaźni zapraszam ciebie i Effy do nas
na wieczór. Będzie tylko Jared, Tomo i ja, więc zrobi się taka
mała przyjacielska impreza.
-Bardzo
chętnie.- odrzekła i wróciła do sączenia kawy, chyba dziesiątej
tamtego dnia.
****
-Że
co? Zaprosił cię na co?- Effy zdawała się nie wierzyć
przyjaciółce, no cóż... Któż by się jej w tym dziwił.
-Na
imprezę.- przewróciła oczami.- Zresztą nie mnie, tylko nas.
-No
ja nie idę.
-A
to niby czemu?
-Nie
i tyle.- nie mogła przecież podać prawdziwego powodu swojej
niechęci do przyjścia na imprezę z TYM człowiekiem, który grzeszył perfekcją w każdym calu swojego ciała.
-Masz
czas do osiemnastej.- mruknęła Leah i zamknęła się w swoim
pokoju, aby przygotować się do spotkania.
Stresowała
się bardziej niż przed najcięższymi egzaminami w jej życiu. Jej
głównym problemem był jak zawsze strój. Shannon nie raczył jej
powiadomić, czy w jego mniemaniu „przyjacielska impreza” polega
na ciągłym chlaniu, czy może siedzeniu przy stole pod krawatem.
Zrozpaczona, postanowiła wziąć prysznic i ułożyć włosy. Tak,
to zawsze poprawiało jej nastrój.
Po
paru godzinach zdecydowała się na zwykłe, czarne spodnie i bluzkę
w tym samym kolorze. Fryzura nie należała do tych najbardziej
skomplikowanych w przygotowaniu, ale sprawiała, że Leah czuła się
swobodnie mimo nerwów związanych z wyjściem.
-To
co? Idziesz?- zwróciła się do Effy, która aktualnie kończyła
wiązać martensy.
-Jak
muszę...- uśmiechnęła się.
-To
chodź, spóźnimy się.
-Lee,
ja się tyle na nich naczekałam na tych wszystkich koncertach, że
teraz mam prawo spóźnić się chociaż piętnaście minut.
-Z
tobą to jak z dzieckiem.- zaśmiała się młodsza z nich i
rozsiadła się wygodnie na kanapie.
****
Całe
popołudnie spędził na namawianiu jedynego kucharza w zespole, aby
wreszcie ruszył się z łóżka i pomógł mu w przygotowaniach do
imprezy. Oczywiście, sam potrafił to i owo, ale mimo wszystko
potrzebował pomocy, a brat nie kwapił się do pracy przy garach po
rozmaitych przygodach z naleśnikami.
Wreszcie,
zrezygnowany gitarzysta musiał ustąpić i powlókł się w stronę
kuchni, aby chociaż pomachać łyżką na pokaz. Wszedł do
pomieszczenia i od razu uderzył go zapach miętowych ciasteczek,
które tak uwielbiał i niewiele myśląc zjadł je jedno po drugim.
-Tomo!
Co ty robisz z moimi ukochanymi?- niestety, drugi weganin w tym domu
musiał wejść tam akurat w chwili, w której ostatnie znikało w
ustach mężczyzny.
-Zostawiłeś
je, szukały nowego tatusia.
-Shannon
upiekł je specjalnie dla mnie, żebym się nie wtrącał do listy
gości, a ty je perfidnie pożerasz. Widziałem tą premedytacje w
twoim wzroku, nie oszukasz mnie.
-Można
was na chwilę zostawić samych bez perspektywy trzeciej wojny
światowej?- na szczęście perkusista wiedział kiedy wejść do
kuchni z zakupami.
-Ale...
- zaczął rozbawiony całą tą sytuacją Jared.
-Cicho
młody, bo cię posadzę na karnego jeżyka, a tego chyba nie
chcesz.
-Coś
ty, jego seksowny tyłeczek nie może być podrapany. Co powiedzą
na to fanki?- roześmiany Tomo jak zwykle wtrącił swoje trzy
grosze.
-O,
widzę, żeś się rozbudził. Pomóż mi z tym kurczakiem.
-Wiesz,
że nie jem mięsa...
-Ale
ja jem i nasi gości też, więc się postaraj Tomisilver.- wiedział
jak zdenerwować Chorwata. Zawsze używał do tego celu ksywki,
którą główny zainteresowany zwykł nadawać postaciom w grach na
konsolę.
-Zginiesz
karle, oj zginiesz.- Tomo zaczął mu grozić, ale grzecznie wziął
się do przyprawiania mięsa.
-To
kto przyjdzie?- Jared, który jako jedyny nie miał roboty w tej
części przygotowań usiadł przy barku i tęsknie patrzył na
blachę po ciasteczkach.
-Tylko
parę osób. - Shannon nie kwapił się do tłumaczenia bratu kogo
zaprosił.
-Jakich?
-Słuchaj,
różnych, młody. Moja nowa znajoma z koleżanką.
-To
my na twoje schadzki mamy gotować?- Tomo wydawał się być jak
najbardziej oburzony.- Wszczynam bunt i nie będę nic robił,
dopóki nie zdradzisz nam imion, kapiszi?
-Leah
i Effy.- mruknął zrezygnowany.
Reakcja
jego brata była najlepszym co widział do tej pory w swoim życiu, a
przeszedł wiele. Biedaczek opluł się mlekiem migdałowym i pobiegł
na górze krzycząc, że musi się przygotować psychicznie.
Cokolwiek to miało oznaczać.
Na
szczęście, nie zadawał mu pytań, na które tak bardzo nie chciał
odpowiadać. Zapomniał, że gitarzysta też potrafi być upierdliwy.
-Jak
nie ma głównej plotkary to możesz mi powiedzieć dlaczego.
-Ehh...-
westchnął i następnie opowiedział mu całe zajście w
garderobie.
Przez
cały czas Tomo słuchał z otwartymi ustami. Jak Shannon skończył
opowiadać o tym co stało się dzisiaj, to musiał czekać dłuższą
chwilę na to co gitarzysta o tym wszystkim myśli.
-Kurde...
Zaszalałeś stary, nie ma co. Nie wiem co mam ci powiedzieć, może
to jest „ta jedyna”?
-Sam
nie wiem, a co jeśli ona nie chce tego co ja? Może rzeczywiście ma
ochotę na relacje przyjaciel- przyjaciółka?
-Dzisiaj
się przekonasz.- jednym zdaniem Tomo zakończył całą dyskusję,
bo do kuchni wszedł Jared.
To,
że był odpicowany to widzieli obydwoje, ale to i tak nie było
wystarczające określenie na to jak się prezentował. Miał na
sobie swoje „najlepsze spodnie”, czyli proste czarne dżinsy (bez
żadnych dziur! Fakt ten wymaga wyjątkowego podkreślenia.) Oraz
szary t-shirt, który wiele dziewczyn uważa za ten najbardziej
seksowny. Chociaż nie to zrobiło największe wrażenie na
chłopakach. On zgolił brodę. Tak, swoją ukochaną, która
dotrzymywała mu towarzystwa od wielu miesięcy.
-Czy
moje oczy dobrze widzą? Święty zarost został spłukany do
umywalki?- rozbawiony Shannon nie potrafił się powstrzymać od
złośliwego komentarza.
-Zamilcz
człowieku. Twoje słowa są dla mnie jak brzęczenie muchy.- urażony
wokalista wziął swoją szklankę wraz z kartonem mleka i opuścił
kuchnię tak szybko jak się w niej pojawił.
****
-Daj
mi szybko te szpilki, zmieniam zdanie.- rozstrojona Effy właśnie
krzyczała na przyjaciółkę jak siedziały w samochodzie pod domem
muzyków.
-Nie
mam.
-Jezu,
wiem gdzie je trzymasz, nie ukryjesz ich przede mną.- wychyliła się
na tylne siedzenie i porwała znajdujące się pod nim buty trzymane
tam na „specjalną okazję”.
-Kradziej.-
rzuciła Leah i po raz ostatni przejrzała się w lusterku.- Idziemy?
-Idziemy.
Wyszły
z auta i skierowały się do drzwi pozornie zwyczajnego budynku.
Nawet nie musiały pukać, bo drzwi zostały natychmiastowo otworzone
przez Jareda.
-Hej.-
powiedziała nieśmiało Leah, bo Effy tak jakby odebrało mowę. To
samo można było powiedzieć o muzyku.
-
Rozgość się, Shannon już czeka.- zwrócił się do tej bardziej
rozgadanej.- Eff, chcesz, żebym cię oprowadził?
Naaaaaareszcie! Tyle czekałam i się w końcu doczekałam. Strasznie mi się podoba, powinnaś wrzucać tu coś częściej. Trzymam kciuki za tego bloga. Wgl Jared taki śmieszny tu jest. <33 Weny! :*
OdpowiedzUsuńW końcu, świetny rozdział dużo się pośmiała, opłacało się czekać. Ale pisz jak najszybciej następny i dużo weny!!!
OdpowiedzUsuńZamiast się uczyć na historię/ angola/ francuski piszę Ci komentarz. DOCEŃ TO.
OdpowiedzUsuńProsiłam ja Cię już, weźże zmień ten kolor tła, bo komów nie widać. Okej, a teraz do rzeczy. IDNFJWENAL'DNK KLSDFNL
Dobrze wiesz, dlaczego to ff jest moim ulubionym, z wszystkich które czytam. WYKORZYSTAŁAŚ TO CO CI MÓWIŁAM O SEKSI SZAREJ KOSZULCE, NO AWWWWWW
Po prostu mam wrażenie, że moje wszystkie teksty wkładasz w usta wiadomej bohaterki. KOCHAM JESZCZE BARDZIEJ. Zgolił fredkę. Odpicował się.
umarłam.
P.S. TAK, CHCĘ ŻEBY MNIE OPROWADZIŁ....