środa, 24 września 2014
Rozdział 7- ,,'Cause we don't need no shows"*
Rozdział 7- ,,'Cause we don't need no shows"*
*Gerard Way- No Shows
Mam nadzieję, że spodoba się Wam to co tu znajdziecie. Rozdział pojawia się tylko dlatego, że kochana Wiki zgodziła się wrzucić go za mnie, więc to jej należą się wszelkie podziękowania ;)
Jak zwykle, zapraszam do komentarzy i opinii. Im więcej ich będzie, tym szybciej dodam kolejny (a taki mały szantaż)
Zapraszam!
****
-Ttak...Pewnie.- starała się zamaskować jąkanie spowodowane wrażeniem, które wywarł na niej Jared.
-To ja pójdę do Shannona.- Leah wtrąciła się cicho i podążyła w stronę wskazaną przez wokalistę. Oczywiście, nie obyło się bez sugestywnego spojrzenia rzuconego w stronę rozanielonej przyjaciółki.
- Zapraszam w nasze skromne progi.- mężczyzna uśmiechnął się do speszonej dziewczyny. Weszli razem i po chwili tłumaczył co gdzie się znajduje.
Słuchała go jakby opowiadał o najciekawszych rzeczach świata, a on tylko mówił gdzie kto śpi i jak wygląda jego miejsce pracy. Była zachwycona samym faktem, że co jakiś czas podczas opowieści o tym co zabawnego wydarzyło się w danym miejscu, muskał ją swoją dłonią, albo dotykał barkiem. Czuła, jakby elektryczne ładunki przepływały przez ich ciała. Nigdy wcześniej jej się to nie zdarzyło, więc wiedziała, że on nie jest kolejnym przypadkowym chłopakiem.
-A tutaj jest moja ulubiona część domu.- uśmiechnięty wskazał balkon wychodzący na ogród. Widok był nieziemski, ponieważ zachodzące słońce zdawało się oblewać niebo swoją płomienną poświatą. Z pewnością zachwycała by się nad tym dużo bardziej, ale najlepsze widoki miała tuż obok siebie.
-Pięknie... Naprawdę świetnie to urządziliście.- powiedziała będąc pod niemałym wrażeniem. Stanęła tuż przy poręczy, tak aby delikatny wiatr rozwiewał jej perfekcyjnie wyprostowane włosy, przez które się spóźniły. Miała nadzieję, że wygląda jak gwiazda filmowa, ale cichy głos w jej głowie nie pozwalał jej poddać się tej wizji.
-Trochę nam to zajęło ale było warto.- podszedł bliżej niej, tak, że znowu stykali się ramionami. Mimochodem położył swoją dłoń na jej i wydawał się nie widzieć w tym żadnej nowości.
-Yhym...- rozmarzona, nawet nie zauważyła jak bardzo zbliżyli się do siebie w ciągu tych paru sekund. Dalej dotykali się rękami, ale charakter samego dotyku uległ diametralnej zmianie. Nie było to przyjacielskie, swobodne. Napięcie dookoła nich wzrosło o tyle, że chęć dotknięcia drugiej osoby przewyższała zdrowy rozsądek.
Jared obrócił siebie i Effy tak, że stali naprzeciwko siebie, a ona opierała się plecami o balustradę. Czuła jak wbija jej się w plecy, ale szczerze to w tamtej chwili to uczucie wydawało się być najprzyjemniejszym jakie istnieje na tej planecie.
-Nie podziwiamy już widoków?- zapytała go cicho.
-Właśnie patrzę na ten najpiękniejszy.- odpowiedział niemal mrucząc jej to do ucha.
***
-Cześć!- weszła do salonu, w którym zastała pozostałe 2/3 zespołu zalegające na kanapie przed telewizorem. Jak tylko ją zauważyli to automatycznie się z niej podnieśli i stanęli na baczność, co wyglądało straszliwie komicznie. Przynajmniej w oczach dziewczyny.
-Lee!- gitarzysta podbiegł do niej i przytulił z całych sił. Wiedział, że czeka ją dość poważna rozmowa z Shannonem i mimo faktu, że nie była tego świadoma to chciał dodać jej jakiejkolwiek otuchy.
-Zaraz ją udusisz geniuszu.- roześmiany perkusista podszedł do dwójki i uściskał dziewczynę po przyjacielsku. Tylko tak mógł, co niestety nie odpowiadało mu pod żadnym względem. Ale co mógł zrobić? Przecież nie zmusi jej, aby darzyła go uczuciami. To tak nie działa.
-Oj Tomo, ty mógłbyś mnie dusić dniami i nocami.- rozbawiona zakłopotaniem Shannona rzuciła porozumiewawcze spojrzenie do Chorwata.
-Uwierz mi, chciałbym, ale wtedy zostałbym uduszony przez Vicky. Właśnie, lecę do niej zadzwonić, o której będzie.- rzucił niby przypadkiem, ale miał w tym swój cel.- Tylko mi tu grzecznie, bo przyjdzie Papa Mofo i skończy się zabawa.
-Ochhh idź już.- rozeźlony perkusista nie oszczędzał groźnego spojrzenia na przyjaciela.
-Dobrze już, dobrze.- powiedział i zniknął za drzwiami prowadzącymi do kuchni.
-Chcesz zobaczyć ogród?- zapytał Leah już dużo łagodniejszym głosem.
-Pewnie, prowadź.- pozwoliła się złapać za rękę i poddać się mężczyźnie.
Wyszli na ogród, który równie dobrze mógłby być nazywany małym parkiem. Na środku był umieszczony basen a dookoła niego leżaki w różnych dziwnych miejscach. Kawałek dalej mogła dostrzec miejsce na ognisko, przy którym bracia bardzo lubili przebywać, ale nie poszli w żadne z wymienionych miejsc. Skręcili w lewo, gdzie rozpoczynała się ogromna połać zieleni. Przeszli przez miniaturowy las i dotarli na małą polanę z ławką w swojej centralnej części.
-Malownicze miejsce.- zachwycona Leah całkowicie zapomniała o stresie związanym z przebywaniem sam na sam z tym oto mężczyzną.
-Jesteś pierwszą osobą z poza rodziny, którą tutaj przyprowadziłem. Czuj się doceniona.- uśmiechnął się do niej.
-Zapiszę to w swoim pamiętniku zaraz obok informacji, że przyjaźnie się z samym Shannonem Leto.- próbowała ukryć rosnące zdenerwowanie za ścianą ironii. Zawsze ten sposób się sprawdzał, ale perkusista działał na nią bardziej niż sobie tego życzyła. Ba! Przyciągał ją jak jeden wielki elektromagnes, o których tyle uczyła się na znienawidzonej fizyce.
-Urocza jak zawsze.-skwitował z tahemniczym uśmieszkiem.
-A kto bogatemu zabroni?- mruknęła bardziej do siebie wiedząc, że Effy zareagowałaby na ten tekst wybuchem śmiechu.
-Ej! Ukradłaś moje ulubione powiedzonko, teraz musisz coś zrobić, żebym ci wybaczył.- rozbawiony Shannon usiadł na ławce i gestem wskazał swojej towarzyszce aby zajęła miejsce obok niego.
-Mów, zrobię wszystko.- dobry nastrój nie opuszczał ich obojga.
-Leah... Nie chcę się z tobą przyjaźnić.-powiedział dużo ciszej niż zamierzał, ale dziewczyna to usłyszała, wiedział to po jej reakcji, która nie należała do tych najbardziej przez niego oczekiwanych.
Widział łzy szklące się pod jej powiekami, ale chwile potem zakryła twarz rękoma. Ogarnęła ją przerażająca niemoc, co zdarzało jej się bardzo rzadko. Nie miała pojęcia czy iść za głosem serca i zostawić tamten rozdział z jej przeszłości w zapomniane, czy może posłuchać po raz pierwszy rozsądku i zamknąć się w sobie, nie wpuścić go do swojego idealnego świata pełnego sprzeczności. Była w kropce.
-Ej, kochankowie!-jak na zawołanie zza drzew wyłonił się roześmiany Tomo i oświadczył.- Kolacja gotowa, zapraszam do stołu.
Wstała szybko i otarła łzy, które nie zdążyły jeszcze popłynąć. Uśmiechnęła się i podążyła za kucharzem. Shannon został sam na sam ze swoimi myślami, które coraz bardziej go pochłaniały.
****
-Proszę?- Effy nie mogła uwierzyć w to co się przed chwilą stało. Jego słowa wciąż brzmiały w jej głowie, odtwarzane raz po raz stawały się coraz bardziej nieprawdopodobne. W czasie kiedy ona analizowała jego wypowiedź, Jared zbliżył się do niej jeszcze bardziej. Teraz stykali się biodrami, a ona czuła powoli twardniejącą męskość na swojej nodze. Z lekkim przerażeniem w oczach, które było zmieszane z ogromną ciekawością wpatrywała się w mężczyźnę przed nią.
-Och... Słyszałaś.- uciął jej spekulacje i zanurzył rękę w rozwianych włosach. Liczyło się tylko tu i teraz. Dobrze wiedział jak na nią działa i spodziewał się dokładnie takiej reakcji jaką otrzymał. Podobała mu się, nawet zachwycała go swoją delikatną urodą połączoną z mocnym charakterem typowej buntowniczki. Był pod wrażeniem jej intelektu, ale problem leżał w tym, że nie potrafił inaczej postępować z dziewczyną niż.... Przedmiotowo? Nie jest to najpiękniejsze słowo, ale do tej sytuacji odpowiednie.
-Stop.- ucięła wszystkie interakcje jakie planował z nią zapoczątkować.- Jak tak na ciebie działam to zabierz mnie na randkę.- powiedziała niepewnie i dała mu całusa w policzek.
-Ja..- zaczął czując, że robi się coraz bardziej czerwony na twarzy.- Przepraszam, nie chciałem cię urazić.
-Spokojnie, po prostu nie chcę zaczynać tego wszystkiego od dupy strony.- roześmiała się z własnego tekstu.- Już nie miej takiej zakłopotanej miny tylko mnie gdzieś zaproś.
-Dobrze, jutro o osiemnastej.- uśmiechnięty od ucha do ucha patrzył w jej śliczne oczy.- Szykuj się na wieczór pełen wrażeń.- dodał tajemniczo.
Zeszli na dół jakby nic się nie stało, a w jego głowie zrodziła się myśl, że może znalazł tą jedyną. Zabawne, ona pomyślała o tym samym...
****
-Tomo, jesteś mistrzem. Ten kurczak jest wyśmienity!- Leah ciągle prawiła komplementy kucharzowi co straszliwie denerwowało Shannona. Nie przyznawał się do tego przed samym sobą, ale był o nią zazdrosny bardziej niż powinien.
-Specjalnie dla ciebie go zrobiłem, no i oczywiście dla tego starego gbura.- spojrzał na rozzłoszczonego perkusistę.- Tylko wy w tym towarzystwie jecie mięso, więc czujcie się wyróżnieni.
-Jej...- entuzjazm starszego z braci Leto zdawał się nie wychodzić poza poziom rowu Mariańskiego.
-Mówiłem wam o moim nowym projekcie?- Jared uznał, że wtrącenie się między przyjaciół będzie idealnym rozwiązaniem problemu, przy a przyjmniej na tą chwilę.
-Kolejnym? Co tym razem, koncert nago?- sarkazm wydawał sie aż skapywać z wypowiedzi Shannona.
-Jak z tobą to by nikt nie przyszedł.- humor nie opuszczał Tomo ani na sekundę. Przerażona Leah wlepiła spojrzenie w stronę przyjaciółki bojąc się, że ta wspomni o sytuacji kiedy rozmawiały na temat wielkości przyrodzenia muzyka. Dyskretnie pokazała jej, że jeśli cokolwiek piśnie, długo popamięta ten dzień.
-No chyba nie jest aż tak źle, Shanny?- oczywiście Effy musiała dodać coś od siebie, na co druga dziewczyna zareagowała histerycznym chichotem. Shannon nie wyglądał na skorego do odpowiedzi, na szczęście uratowała go Vicky ogłaszając, że źle się czuje i musi być odwieziona do domu.
Tomo wraz z nią opuścili imprezę i tuż po tym zaczęła się ona pogarszać. Jared zaproponował Effy mały koncert na gitarze, a Leah zaoferowała się do pomocy przy sprzątaniu.
W taki o to sposób została sama z obiektem jej skrytych uczuć, który wkurzony wyglądał jeszcze bardziej męsko niż zazwyczaj, co w jej mniemaniu graniczyło z cudem. Zaciśnięta szczęka i ściągnięte brwi dodawało mu mroku, do którego tak lgnęła.
-Shann?- zagaiła cicho podczas gdy on chował naczynia do zmywarki.
-Co?
-Chciałabym porozmawiać...- mruknęła zrezygnowana, poczuła się odepchnięta przez niego, ale po swojej dość emocjonalnej reakcji na jego sugestie nie mogła spodziewać się niczego innego.
-O czym? O tym jakimi to wspaniałymi przyjaciółmi będziemy?- zdenerwowanie biło od niego na kilometr. Po raz pierwszy został odepchnięty, jeszcze do tego w tak chamski sposób.
-Posłuchasz mnie kiedyś?- mimowolnie podniosła głos. Nerwowa atmosfera udzielała się coraz bardziej.
-Mów w takim razie.- rozsiadł się na stołku barowym i oczekiwał tego co ma mu do powiedzenia.
Zaczęła od czegoś, o czym nie znosiła opowiadać, ale w tej sytuacji nie było innego wyjścia. Stopniowo jego gniew przemijał, a zastępowało go zrozumienie. Historia nie dobiegła jeszcze do punktu kulminującego, a księżyc znajdował się wysoko na niebie. Zapowiadała się długa noc. Śmieszne, ale po raz pierwszy od dawna zarwał nockę nie przez zaspakajanie jednej z podstawowych potrzeb, a przez rozmowę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
JESTEM POD WRAŻENIEM!!!
OdpowiedzUsuńChcę zobaczyć tą rozmowę w następnym rozdziale, nie ma zmiłuj!
Będę cię dręczyć, jeśli jej nie opublikujesz, ja MUSZĘ wiedzieć, o czym rozmawiali!!!
Plus, czekam cały czas na mój bonus.
Ja też chcę luknąć na tę rozmowę. To jest chyba twój najlepszy blog. Cieszę się że jest nowy i oby kolejny szybko się dodał! :) Dużo weny.
OdpowiedzUsuńFajny rozdział! :) Jestem ciekawa co będzie dalej. Duużo weny na kolejne rozdziały. Proszę dodaj jak najszybciej! :D
OdpowiedzUsuń