środa, 1 października 2014

Rozdział 8- ,,Gonię sam siebie i znów zamiera świat, nie jestem tutaj sam."*

Mam nadzieję, że rozdział będzie miał pozytywny wpływ na Was i poprawi Wam humor w ten zimny, jesienny dzień.
Naprawiłam komputer (jestem mistrzem, wiem), więc rozdziały będą pojawiały się coraz częściej :) Mam nadzieję, że czekaliście. Rozdział trochę dłuższy niż zazwyczaj, taki mały prezent ode mnie.
P.S
Przepraszam, jestem do bani w opisywaniu randek.
****
Rzuciła niepewne spojrzenie w jego kierunku. Spodziewała się wymuszonego współczucia albo chociaż 
pogardy, która jak najbardziej jej się należała. Ledwo co osiągnęła pełnoletność to zaszła w ciąże z mężczyzną o wiele starszym od niej. Nie było to inteligentne, nawet nie mogła się zacząć tłumaczyć, bo zwyczajnie nie wiedziała jak. Musiała kontynuować opowieść, jeśli nie chciała zostawić idealnej szansy na rozpoczęcie nowego, lepszego życia u jego boku.
Jak to brzmiało... Oczywiście nie miała żadnej pewności, że po tym wszystkim rzuci jej się w ramiona, wręcz przeciwnie. Zapewne chodziło jej o wyrzucenie wszystkich emocji, które trzymała w sobie od lat.
Właśnie w taki sposób zostałam sama, bez domu i faceta, ale za to z dzieckiem, które było moim jedynym pocieszeniem.- wzięła głęboki oddech, bo teraz miała powiedzieć coś co dręczy ją w najstraszniejszych koszmarach sennych.- I... I potem je straciłam.- załamała się. Nie tak to miało wyglądać, teraz jego reakcja będzie jeszcze bardziej wymuszona niż byłaby bez niej zanoszącej się płaczem.
-Ja... Nie wiem co powiedzieć. Może to, że zachowałem się jak idiota? Nie zwracałem uwagi, że możesz mieć problemy. Wiem, że to nic nie da, ale przepraszam.- niewiele myśląc podszedł bliżej i objął ją w swoje duże ramiona. Chciała się wyrwać, nie potrzebowała jego współczucia, ale ciepło, które ją otaczało w jakiś dziwny sposób sprawiło, że czuła się bezpieczna. Po raz ostatni raz pociągnęła nosem i próbowała podnieść głowę na tyle, aby spojrzeć w oczy bruneta.
-Między nami wszystko w porządku?- zapytała cicho.
-Nie wiem.- odpowiedział szczerze.
-Myślałam i... Też nie chcę być twoją przyjaciółką.- bardziej wymamrotała niż powiedziała.
Naprawdę?
-Nie, wiesz? Akurat w takiej chwili wzięło mnie na żarty.- uśmiechnęła się rozbrajająco.
-Czyli mogę zrobić to?- pocałował ją w kącik ust, na co ona rozbawiona kiwnęła głową.- A to?- dał jej całusa w usta i otrzymał taką samą odpowiedź.- To w takim razie zrobię to.- obdarował ją jedym z najbardziej delikatnych pocałunków jakich kiedykolwiek udało się jej doświadczyć. Oddała go z identyczną troską.
****
Otulił ją kocem, tak aby się nie obudziła. Zasnęła podczas wspólnego śpiewania Alibi, co wyglądało przeuroczo. Po prostu w pewnym momencie jej głowa opadła na poduszki. Zgasił światło i zszedł na dół gdzie Leah pomagała Shannonowi w sprzątaniu.
Podczas kolacji zauważył jakieś dziwne napięcie pomiędzy nimi, ale wtedy nie zwrócił na to uwagi. Brat był zdenerwowany, więc... Wróć. Był wkurwiony. Ciekawe dlaczego? Miał nadzieję, że po wyjściu dziewczyn, co w zaistniałej sytuacji może stać się dopiero rano, dowie się o co mu chodziło.
Zatrzymał się przed drzwiami do kuchni mając nadzieję, że podsłucha cokolwiek z rozmowy tamtej dwójki, ale z zaskoczeniem stwierdził, że nie słyszy żadnych krzyków ani przekleństw, wręcz przeciwnie. Do jego uszu dochodziły śmiechy, które wcale nie brzmiały na wymuszone.
Wszedł do pomieszczenia i jego oczom ukazał się obraz rodem z komedii romantycznej. Jego brat stał do niego tyłem opierając się biodrami o Leah, której wcale to nie przeszkadzało.
Zamknął drzwi i uznał, że tego nie widział. Co innego, że dość często dzielił się z Shannonem doświadczeniami w tych sprawach, ale obserwowanie go całującego dziewczynę nie należało do jego wymarzonych widoków. Postanowił wejść jeszcze raz, ale o wiele głośniej. Jak pomyślał, tak uczynił.
-Effy zasnęła, więc zostaniecie na noc?- prawie, że wykrzyczał.
-Pewnie, oczywiście jeśli to nie robi wam żadnego problemu.- odpowiedziała mu zawstydzona dziewczyna.
-Opcjonalnie możecie.- Shannon silił się na obojętność w stosunku do Leah, ale dobrze wiedział, że mu nie wychodziło.
-Pff, łaski bez.- odparowała identycznym tonem.
-Spokojnie, spokojnie za chwilę się pozabijacie.- Jared był pewien, że jedynie odgrywają przed nim tą scenkę, a w rzeczywistości chcą się na siebie rzucić wcale nie po to, aby zrobić sobie krzywdę. Zastanawiał go fakt, kiedy to braciszek zamierzał mu powiedzieć co się między nimi wydarzyło. Zabolało go to trochę, że jak zwykle starszy Leto przed nim coś ukrywał.- Lee, chcesz zobaczyć gdzie jest pokój gościnny i łazienka?
-Prowadź panie Leto.- uśmiechnięta od ucha do ucha ruszyła na górę.
-A my jeszcze porozmawiamy Shann.- rzucił, tak aby usłyszał go tylko brat, który zrobił minę obrażonego niewiniątka.
****
-Gdzie ja jestem?- zadała samej sobie pytanie rozglądając się po nieznanym wnętrzu. Było jasne i przestronne i w głowie kiełkowała jej myśl, że kiedyś już je widziała. Tylko gdzie? Podniosła głowę z poduszki i ogarnęła wzrokiem całe pomieszczenie. Z przerażeniem stwierdziła, że ktoś leży na karimacie obok łóżka, w którym leżała. Był to dość wysoki mężczyzna, nie widziała jego głowy, ale rozpoznała płeć po układzie ciała i po tym jak cichutko pochrapywał. Jeszcze dlatego, że stopy odziane w wielobarwne skarpetki wystawały z poza kołdry w malutkie loga Batmana. Wyglądało to przezabawnie, ale biorąc pod uwagę fakt, że nie miała zielonego pojęcia gdzie się znajduje nie było jej do śmiechu.
-Wstałaś już Elfie?- usłyszała głos dochodzący spod owego ekscentrycznego przykrycia. Automatycznie przypomniała sobie szczegóły wczorajszego wieczoru. Wspólna kolacja, śpiewanie i trochę wina. Uśmiechnęła się sama do siebie, bo spełniła jedno ze swoich marzeń; zaśpiewać duet z Jaredem Leto.
-Elfie?- zapytała zaciekawiona genezą tego przydomku.
-No tak, to proste przecież. Masz na imię Effy, a twoje ucho ma elfi kształt. Nic trudnego.- patrzyła jak wstaje i siada obok niej na łóżku. Mimowolnie podkurczyła nogi, tak że kolana zasłaniały jej twarz. Od razu to zauważył.- Nie masz się czego wstydzić, wyglądasz ślicznie.
-Phi, dobrze o tym wiem.- powiedziała z udawaną pewnością siebie. Miała świadomość, że rano przypomina bardziej zmorę niż piękną i delikatną istotkę.
-Jaka pewna siebie. Pamiętasz o naszym spotkaniu?
-Jakże mogłabym zapomnieć?- odpowiedziała z zalotnym uśmiechem na twarzy. W głębi duszy straszliwie się stresowała, ale nie mogła dać tego po sobie poznać. Sama zaproponowała wspólne wyjście, więc teraz musiała stawić temu czoła.- Chyba będę musiała iść, chcę się jeszcze przygotować.
-Pewnie, zejdź na dół do kuchni. Za moment do Ciebie dołączę i zrobimy coś na śniadanie.
-Okej.- wyszła z pokoju zastanawiając się gdzie podziewa się jej przyjaciółka. Pewnie spała w gościnnym pokoju jak najdalej od Shannona.
Wczoraj mogła zauważyć, że coś się pomiędzy tą dwójką wydarzyło. Chciała znaleźć jakąś odpowiednią chwilę, aby zacząć ten temat. Coś czuła, że albo szykuje się długa i poważna rozmowa, albo zostanie kompletnie zbyta. Na razie przejmowała się swoim wieczornym spotkaniem z facetem, o którym wcześniej mogła tylko śnić.

****
- Jak myślisz słyszą nas?- Effy zapytała cicho przyjaciółkę. Przed chwilą weszły do auta i pożegnały się z braćmi Leto.
-Tak, założyli nam podsłuch kiedy spałyśmy.
-Jeju, z tobą to nic się nie da...- westchnęła zrezygnowana.- Muszę ci coś powiedzieć.
-Mam się bać?- Leah spodziewała się co może za chwilę usłyszeć, ale wolała się mylić. Nie chciała, aby Eff za bardzo angażowała się w związek z muzykiem. Z tego co słyszała nie obchodził się z kobietami tak jak powinien. Sama nie była lepsza, przy pierwszej lepszej okazji zadurzyła się po uszy w jego bracie, ale starała się sobie wmówić, że to zupełnie co innego.
-Mnie? Zawsze.-uśmiechnęła się promiennie.- Jared zaprosił mnie na randkę.-wyrzuciła z siebie jednym tchem.
-Wow...Kiedy?- starała się ukryć swoje prawdziwe odczucia co do tego spotkania. Nie chciała, aby przyjaciółka się zraziła na takim człowieku.
-Dzisiaj, przyjedzie po mnie o osiemnastej.
-To życzę cudownej randki kochanie.- uśmiechnęła się do niej i skupiła się na drodze. Więcej już nie rozmawiały na ten temat.
****
-Wychodzę, jak coś to zadzwonię i przyjedziesz, okej?-zajrzała do pokoju Lee i spojrzała na nią siedząca na łóżku z komputerem na kolanach.
-Pewnie misiek, tylko nie daj się oczarować magicznemu Leto.
-O to się nie martw, raczej on oszaleje na moim punkcie.- puściła jej oko.- Jak nie wrócę na noc to... To znaczy, że się dobrze bawię.
Nie przesadź, ja cię nie będę odbierać po nocach z jakiś klubów.- coraz bardziej zaczynała bawić ją zaistniała sytuacja. Przechodził strach, że coś się stanie jedynej osobie, która coś dla niej znaczyła.
-Lecę, bo zaczynasz smęcić, Earl! Do później.
-Miłej zabawy!- krzyknęła za nią i już słyszała odgłos zamykanych drzwi. Zapowiadało się na to, że miała cały wieczór, może i noc dla siebie. Dobrze wiedziała do kogo zadzwoni.
****
Wyszła z budynku i od razu zauważyła mężczyznę stojącego obok bardzo dobrego auta. Mimo okularów i włosów związanych z tyłu głowy w kucyk poznała go od razu. Był ubrany w proste, czarne spodnie i koszulę tego samego koloru. W tamtej chwili cieszyła się, że nie wybrała szykownej sukienki, tylko tą bardziej na luzie. Była w kolorze błękitnym i znajdowało się na niej mnóstwo róż. Uznała, że taka będzie idealna i do restauracji, jak i do parku rozrywki.
-Effy!- zawołał do niej myśląc, że go nie poznała.- Wyglądasz przepięknie.
-Dziękuję, ty też niczego sobie Leto.- odpowiedziała mu z promiennym uśmiechem. Dawno nie czuła się tak dobrze w towarzystwie jakiegoś mężczyzny.
- To co? Jedziemy?- zapytał, choć bardzo dobrze znał odpowiedź.
- Z wielką chęcią. Jestem strasznie ciekawa co tam wymyśliłeś.- skierowała się w stronę drzwi pasażera, które zostały dla niej otworzone przez Jareda.- Zaczęło się bardzo dobrze.- pomyślała i starała się powstrzymać ogromny uśmiech cisnący się na jej usta. Mężczyzna usiadł przy kierownicy i powoli wyjechał z parkingu pod blokiem.
Jako, że znajdowała się w mieście aniołów dopiero parę dni nie miała pojęcia gdzie jadą. Przez chwilę nawet bała się, że gdzieś ją wywiezie, ale uznała, że takie rozmyślania są idiotyczne. Jakby chciał ją skrzywdzić to zrobiłby to na balkonie wbrew jej woli.
Dochodził jeszcze fakt, że Leto bardzo lubił obchodzić się z kobietami jak z rzeczami. Kiedyś była wręcz przekonana, że ten facet może zrobić z nią wszystko i będzie zachwycona, teraz zaczynała wątpić w tą deklaracje. Chociaż nie narzekałaby, gdyby coś takiego miałoby miejsce.
Podczas jazdy autem prowadzili swobodną konwersacje o wszystkim i o niczym. Rozmawiało się im tak przyjemnie, że Effy nawet nie zauważyła kiedy Jared zwolnił i zaparkował w nieznanym jej miejscu.
Znajdowali się pośrodku niczego. Dookoła nich rosło parę drzew, ale nie był to przeogromny las. Ta wiadomość uspokoiła dziewczynę.
-Gdzie jesteśmy?- zapytała z lekkim zdenerwowaniem w głosie.
-Za chwilę zobaczysz, mam nadzieję, że to miejsce przypadnie ci do gustu.
Wysiedli z samochodu, a Jay wyciągnął z bagażnika wielki kosz piknikowy. Effy zaczynała się domyślać gdzie może ją zabrać. Tyle się nasłuchała o Hollywood Hills i to tym, że jest to ukochane miejsce muzyka.
Szli w kierunku, w którym było coraz mniej drzew. Nie miała zielonego pojęcia jak długo zajęła im ta droga, ale wiedziała, że jeśli za chwilę nie będą na miejscu to jej ekscytacja sięgnie zenitu.
Kiedy rośliny przestały otaczać ich z każdej strony zobaczyła, że przed nimi pojawia się dzika plaża.
-Nie spodziewałam się tego...- wydusiła z siebie widząc niesamowity zachód słońca, który ulokował się idealnie nad wodą.
-Myślałaś, że pojedziemy na wzgórza?- zaśmiał się serdecznie. - To za bardzo oklepany motyw.- powiedział i chwycił ją za rękę, aby pomóc zejść po skarpie.
-Tam było jeszcze piękniej niż na górze. Delikatny wiatr rozwiewał jej włosy, a ciepły piasek ogrzewał spod koca. Czuła się idealnie, była pewna, że tak właśnie powinno być. Jared otworzył butelkę wina i podał jej kieliszek napełniony nim do połowy. W jego znajdowało się tylko trochę trunku. Effy spojrzała na niego pytająco.
-Tylko dlatego, że prowadzę.- odpowiedział na to nieme pytanie.- Spokojnie, nie chcę cię upić.
****
Poprawiła bluzkę, która i tak układała się na niej idealnie. Spojrzała w lustro i z zadowoleniem uśmiechnęła się do swojego odbicia. Wyglądała względnie dobrze, co biorąc pod uwagę jej niską samoocenę było ogromnym postępem. Akurat w chwili kiedy chciała zmienić spodnie zadzwonił dzwonek do mieszkania. Podeszła do drzwi i otworzyła je.
-Więc mówisz, że masz wolny wieczór?- Shannon stał w wejściu do domu z torbą pełną zakupów w ręce. Zapowiadała się ciekawa noc. Dla jednej dziewczyny, jak i drugiej. 

2 komentarze:

  1. Ciekawie się dzieje. Czekam na następny! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem w szoku, że tak wiele szczegółów zapamiętujesz z naszych rozmów. Przez to jest jeszcze bardziej awww. Popłakałam się w busie czytając ten rozdział 248527227 raz. Zakochuję się coraz bardziej. Dziękuję Ci, że piszesz to opowiadanie. Czekam baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo niecierpliwie na następny. ♥

    OdpowiedzUsuń