*Thirty Seconds to Mars- Search and Destroy
Kochani! Przepraszam Was za strasznie długą nieobecność. Rozdział krótki, mało w nim treści. Wybaczcie mi, muszię się na nowo przyzwyczaić do pisania.
Mam nadzieję, że się spodoba! :)
P.S. Przepraszam za wszystkie błędy i niedociągnięcia.
****
Niebo
nad nimi zaczęło powoli zmieniać swój kolor na ciemnoniebieski.
Gwiazdy pojawiały się z każdą chwilą i
nadawały mu spokojny,
rozświetlony wygląd. Mogła przyśiądz, że był to najpiękniejszy
widok jaki ostatnio widziała. Siedziała z kieliszkiem pełnym
jasnoróżowego płynu w ręce i wsłuchiwała się w słowa muzyka
zajmującego miejsce tuż obok niej. Wciąż nie migła się
nadziwić, że właśnie prowadzi konwersacje z jednym z najbardziej
pożądanych mężczyzn na świecie. Świadomość tego faktu
nadawała jej poczucie zdenerwowania mimo zaskakująco luźnej
atmosfery. Przeskakiwali z tematu na temat a ich rozmowa wydawała
się czymś tak oczywistym jak słońce, czy gwiazdy nad nimi.
-Mam
nadzieję, że tym razem nie zaśniesz jak wtedy?- zagaił
żartobliwie co spowodowało przepiękny, różowy rumieniec na
twarzy Effy.
-Byłam
taka zmęczona...- usprawiedliwiła się, choć wiedzieła, że nie
ma takiej potrzeby. Uśmiechnął się pokrzepiająco i spojrzał w
górę. Odniosła wrażenie, że coś go martwi, nad czymś się
zastanawia, ale uznała, że wścibskość nie będzie najlepszą
rzeczą, którą mogłaby mu zaprezentować na pierwszej... randce?
Chyba tak to można nazwać.
-Co
cię sprowadziło do naszego Miasta Aniołów?- zapytał wyraźnie
zaciekawiony jej odpowiedzią.
-Najpierw
to miały być jedynie odwiedziny Lee, ale jak teraz na to patrzę to
chętnie bym się tu osiedlila na dłuższy czas. Pięknie tu, tylko
z pracą problemy.- odparła stawiająć na szczerość.
-A
co byś chciała robić?
-Muzykę,
to oczywiste. Niestety na początek musiałabym znaleźć jakąkolwiek
pracę aby nie siedzieć na garnuszku u Earl.
-Pracą
się nie martw. Sam jak tu przyjechałam nie miałem niczego na
start. Z pełną sympatią powiem, że to będzie twoje najmniejsze
zmartwienie.
-Och,
a co będzie największym?
-To,
w co się ubierzesz na sobotnią kolację ze mną.- ledwo co zdążył
dokończyć myśl, a wszystkie jej emocje eksplodowały i zalała ją
fala znajomego ciepła.
****
-Jak
śmiesz twierdzić, że Hopkins w tej roli nie jest wspaniały?-
uniosła się rozeźlona Leah.
-Normlanie,
miał lepsze kreacje.
-Ale
to klasyka!
-Romeo
i Julia to też klasyka, a są za przeproszeniem gniotem.- zaśmiał
się z niewiadomej przyczyny. Oczwyisćie tylko dla niej, on dobrze
wiedział co go tak rozczuliło. Widok dziewczyny ubranej w czarną
pidżamę ze związanymi włosami do tego pieklącej się o film,
który szczerze mówiąc bardzo mu się podobał, ale uwielbiał ją
denerwować.
-W
tym przypadku wyjątowo się z tobą zgodzę, ale nie wybaczę
obrażania Milczenia Owiec, wychodzę.
-Ooo,
to przynieś wino z kuchni przy okazji.- za tą uwagę został
zmierzony jednym z najbardziej morderczych spojrzeń jakie dane mu
było doświadczyć w całym swoim życiu.
-Alkoholik...-
mruknęła pod nosem biorąc do ręki buletkę czerwonego napoju. Nie
miała pojęcia, że za wiele się nie myliła z tym komentarzem.
Weszła
do salonu, w któym jej... Właśnie, jak miała go nazywać?
Chłopakiem? Jeśli jest na świecie osoba, do której to określenie
zupełnie nie pasuje, to z pewnością jest to Shannon Leto.
Zapytałaby go o to co dokładnie jest pomiędzy nimi, ale chyba było
na to za wcześnie, onieśmielał ją jeszcze fakt, że miesiąc temu
zastanawiała się co by było gdyby miała możliwość
pięciosekundowej rozmowy z nim, a co dopiero oglądania z nim filmów
całą noc. Wszystko działo się zbyt szybko, nie panowała nad sobą
w jego towarzystwie.
Wracając
do tematu... Ten Leto siedział na jej kanapie i sprawdzał coś w
telefonie.
-Co
tam masz?- zapytała przechodząc obok niego i odstawiła na ławę
kieliszki oraz miskę z popcornem.
-Nic
takiego, serio.- odpowiedział pewnym siebie głosem, lecz wiedziała,
że coś ukrywa. Może mama do niego napisała, stary znajomy albo
naprawdę nic wartego jej uwagi. Wtuliła się w jego ramię i
włączyła kolejny horror.
Mogła
poczuć jak jego mięśnie się rozluźniają i napinają w
niektórych momentach filmów, jego zapach, ciepło oraz równomierny
oddech. Nie mogła jedynie wiedzieć co dzieje się w jego głowie.
Z
pozoru wyglądał na skupionego na trwającym filmie, podskakiwał
nawet w straszniejszych momentach, aby rozbawić swoją towarzyszkę.
W tamtym momencie dziękował za talent aktorski pozwalający mu na
zatuszowanie prawdziwych uczuć pod maską przejęcia akcją na
ekranie.
Dobrze
wiedział, że musi z tym skończyć, że na jego pozycji to jest
najgorsze co mógłby robić, ale nie potrafił przestać, odmówić.
Znowu
zaczęli do niego wypisywać, że wszystko wydadzą prasie jak nie
kupi kolejnej dawki. Był ich najlepszym klientem, ale nie był to
jego wymarzony tytuł, którym by się szczycił wśród znajomych.
Pragnął spokoju. No i jej, przy niej miał szansę na ratunek od
kompletnego upadku.
****
Wiatr
co jakiś czas przebywał drogę od brzegu morza aż do lasu, ale nie
był przy tym agresywny, natrętny. Wręcz przeciwnie; przynosił
delikatne ukojenie w ciepłą, letnią noc. Siedzieli w milczeniu,
ale pod żadnym pozorem nie było to w jakikolwiek sposób
niezręczne. Jego dłoń spoczywała na jej ramieniu okalając ją,
biorąc ją pod swoją opiekę.
-Zaczyna
się robić chłodno, idziemy?-zapytał cicho. Tak jakby bał się
przerywać tej magicznej atmosfery powstałej między nimi.
-Tu
jest tak ślicznie...- jęknęła.
-Nie
mogę dopuścić do tego abyś się przeziębiła, bo będziesz miała
wymówkę aby ominąć spotkanie w sobotę. Nie wybaczyłbym sobie
tego.
-Rozbrajasz
mnie chwilami.- zaśmiała się i wstając otrzepała sukienkę z
niewidzialnych okruszków.- Wstawaj staruszku.- wyciągnęła rękę
w jego stronę, ale on zamiast jej złapać zamknął ją w
niedźwiedzim uścisku i ucałował w czubek głowy.
-Nie
będzie mnie tu nikt wyzywał od staruszków, w każdej chwili bym
mógł ci udowodnić, że nim nie jestem, ale to nie na pierwszej
randce.- na jego twarz wpełzł leniwy, seksowny uśmiech, dla
którego gotowa była zrobić wszystko. Wyrwała się z jego ramion
tak, że stali tuż obok siebie.
Morze
szumiało spokojnie, usypiająco kiedy jej usta zbliżały się do
jego. Nie umilkło nawet wtedy, kiedy ręce Jareda wędrowały po jej
plecach. Towarzyszyło im do samego końca.
****
-Wróciłam!-krzyknęła
Effy z impetem otwierając drzwi. Mimo późnej pory rozpierała ją
energia typowa dla kilkuletniej dziewczynki. Nie słysząc odzewu
swojej przyjaciółki uznała, że zasnęła przed laptopem jak to
miała kiedyś w zwyczaju. Ściągnęła buty i skierowała swoje
kroki do salonu łamanego na jej tymczasowy pokój.
Widok,
który tam zastała w pierwszych sekundach przyprawił ją o
miniaturowy zawał serca. Dopiero gdy baczniej przyjżała się
mężczyźnie leżącemu na kanapie z Lee ujrzała w nim straszego
Leto. Uśmiechnęła się na ich widok, wtulonych w siebie jak para
zakochanych nastolatków. Podeszła do telewizora i go wyłączyła
co spowodowało pomruk niezadowolenia wydobywający się z ust jej
przyjaciółki. Rozczuliła ją tym, ale nie chciała aby ich
rachunki za prąd wynosiły tyle co bilet na koncert zespółu, z
którego założycielami obie się spotykają.
-Co
za ironia losu...- skomentowała w myślach i udała się do
sypialni. Nie ma innego wyjścia niż spanie w jej łóżku, nie żeby
jej to przeszkadzało w jakiś duży sposób.
****
Żadne
promienie słońca nie budzily jej delikatnie i aksamitnie jak
czytała o tym w książkach przez wiele lat swojego życia. Ptaszki
nie ćwierkały, firanki nie trzepotały pod wpływem porannego
wiatru. Obudził ją ogromny ciężar spoczywający na prawej stronie
jej ciała oraz poczucie, że jest jej straszliwie gorąco. Otworzyła
oczy i zobaczyła śpiącego Shannona, oplatającego ją ramionami
tak jakby bał się jej wypuścić.
-Nie
uciekłabym ci, nigdy.- szepnęła w jego włosy. Miała teraz
idealną okazję aby przyjrzeć się temu tajemniczemu osobnikowi,
który zaprzątał jej myśli od wielu ładnych lat.
Ciemne
brwi o nietypowym kształcie nadawały jego twarzy wyjątkowy wyraz.
Z pozoru mógł się wydawać wrogo nastawiony albo zły, ale oczy o
ciepłym, brązowym odcieniu niwelowały to uczucie. Zmierzwione
włosy odmładzały go trochę, nie żeby tego potrzebował, broń
Boże.
Chciała
aby ten moment trwał wiecznie. Nie musiała się zastanawiać jak
przeżyje kolejny dzień bez myślenia o przeszłości, nie zwracała
uwagi na problemy dnia codziennego. Wdychała jego zapach okalający
ją niczym płaszcz chroniący przed tym co zazwyczaj spędza sen z
jej zmęczonych powiek.
Przejechała
ręką po jego torsie unoszącym się w górę i w dół, nadającym
magiczny rytm jej myślom. Miała ogromną ochotę go pocałować,
ale się powstrzymała i jakimś cudem udało jej się spod niego
wydostać. Rozprostowała obolałe kości i zabrała ze sobą puste
kieliszki wprost do kuchni.
-Widzę,
że sobie pospałaś.- na wejściu Effy rzuciła do niej jakże
stosownym komentarzem.
-Nic
nie mów, przy tym człowieku nie da się spać. Żebyś ty tylko
wiedziała co on potrafi!-odgryzła się z wrednym uśmieszkiem co
prawie spowodowało zachłyśnięcie się jej przyjaciółki.
-Żartujesz....
-Oczywiście,
przecież gdybyśmy coś tam robili nie stałabym z tobą w kuchni i
nie plotkowała. Jak tam randka z Jaredem?
-Zaprosił
mnie na kolejną...
-Serio?
Gratuluję!-uśmiechnęła się do Eff.- Wiesz gdzie idziecie?
-Na
jakąś kolację, sama nie wiem gdzie dokładnie. Czemu pytasz?
-W
tą sobotę jest gala rozdania nagród muzycznych połączona z
uroczystą kolacją. Śmieszne, wiem, nie zabrałby cię tam. Tak?-
zapytała widząc jak z twarzy dziewczyny powoli odpływa krew, a ona
opada na zimną kuchenną posadzkę.
-Shannon!-
krzyknęła, aby pomógł jej podnieść ją z podłogi.
Jak wspaniale czytać nowy rozdział! Muszisz wrócić do pisania bo jest bardzo ciekawie. Dużo weny! :D
OdpowiedzUsuńI to się nazywa zakończenie rozdziału z przytupem! Czekam na nexta! ;D
OdpowiedzUsuńkiedy coś nowego?
OdpowiedzUsuń