poniedziałek, 5 stycznia 2015

Rozdział 9- „A million little pieces stolen from you”*

*Thirty Seconds to Mars- Search and Destroy

Kochani! Przepraszam Was za strasznie długą nieobecność. Rozdział krótki, mało w nim treści. Wybaczcie mi, muszię się na nowo przyzwyczaić do pisania. 
Mam nadzieję, że się spodoba! :) 
P.S. Przepraszam za wszystkie błędy i niedociągnięcia.


 ****

Niebo nad nimi zaczęło powoli zmieniać swój kolor na ciemnoniebieski. Gwiazdy pojawiały się z każdą chwilą i 
nadawały mu spokojny, rozświetlony wygląd. Mogła przyśiądz, że był to najpiękniejszy widok jaki ostatnio widziała. Siedziała z kieliszkiem pełnym jasnoróżowego płynu w ręce i wsłuchiwała się w słowa muzyka zajmującego miejsce tuż obok niej. Wciąż nie migła się nadziwić, że właśnie prowadzi konwersacje z jednym z najbardziej pożądanych mężczyzn na świecie. Świadomość tego faktu nadawała jej poczucie zdenerwowania mimo zaskakująco luźnej atmosfery. Przeskakiwali z tematu na temat a ich rozmowa wydawała się czymś tak oczywistym jak słońce, czy gwiazdy nad nimi.
-Mam nadzieję, że tym razem nie zaśniesz jak wtedy?- zagaił żartobliwie co spowodowało przepiękny, różowy rumieniec na twarzy Effy.
-Byłam taka zmęczona...- usprawiedliwiła się, choć wiedzieła, że nie ma takiej potrzeby. Uśmiechnął się pokrzepiająco i spojrzał w górę. Odniosła wrażenie, że coś go martwi, nad czymś się zastanawia, ale uznała, że wścibskość nie będzie najlepszą rzeczą, którą mogłaby mu zaprezentować na pierwszej... randce? Chyba tak to można nazwać.
-Co cię sprowadziło do naszego Miasta Aniołów?- zapytał wyraźnie zaciekawiony jej odpowiedzią.
-Najpierw to miały być jedynie odwiedziny Lee, ale jak teraz na to patrzę to chętnie bym się tu osiedlila na dłuższy czas. Pięknie tu, tylko z pracą problemy.- odparła stawiająć na szczerość.
-A co byś chciała robić?
-Muzykę, to oczywiste. Niestety na początek musiałabym znaleźć jakąkolwiek pracę aby nie siedzieć na garnuszku u Earl.
-Pracą się nie martw. Sam jak tu przyjechałam nie miałem niczego na start. Z pełną sympatią powiem, że to będzie twoje najmniejsze zmartwienie.
-Och, a co będzie największym?
-To, w co się ubierzesz na sobotnią kolację ze mną.- ledwo co zdążył dokończyć myśl, a wszystkie jej emocje eksplodowały i zalała ją fala znajomego ciepła.
****
-Jak śmiesz twierdzić, że Hopkins w tej roli nie jest wspaniały?- uniosła się rozeźlona Leah.
-Normlanie, miał lepsze kreacje.
-Ale to klasyka!
-Romeo i Julia to też klasyka, a są za przeproszeniem gniotem.- zaśmiał się z niewiadomej przyczyny. Oczwyisćie tylko dla niej, on dobrze wiedział co go tak rozczuliło. Widok dziewczyny ubranej w czarną pidżamę ze związanymi włosami do tego pieklącej się o film, który szczerze mówiąc bardzo mu się podobał, ale uwielbiał ją denerwować.
-W tym przypadku wyjątowo się z tobą zgodzę, ale nie wybaczę obrażania Milczenia Owiec, wychodzę.
-Ooo, to przynieś wino z kuchni przy okazji.- za tą uwagę został zmierzony jednym z najbardziej morderczych spojrzeń jakie dane mu było doświadczyć w całym swoim życiu.
-Alkoholik...- mruknęła pod nosem biorąc do ręki buletkę czerwonego napoju. Nie miała pojęcia, że za wiele się nie myliła z tym komentarzem.
Weszła do salonu, w któym jej... Właśnie, jak miała go nazywać? Chłopakiem? Jeśli jest na świecie osoba, do której to określenie zupełnie nie pasuje, to z pewnością jest to Shannon Leto. Zapytałaby go o to co dokładnie jest pomiędzy nimi, ale chyba było na to za wcześnie, onieśmielał ją jeszcze fakt, że miesiąc temu zastanawiała się co by było gdyby miała możliwość pięciosekundowej rozmowy z nim, a co dopiero oglądania z nim filmów całą noc. Wszystko działo się zbyt szybko, nie panowała nad sobą w jego towarzystwie.
Wracając do tematu... Ten Leto siedział na jej kanapie i sprawdzał coś w telefonie.
-Co tam masz?- zapytała przechodząc obok niego i odstawiła na ławę kieliszki oraz miskę z popcornem.
-Nic takiego, serio.- odpowiedział pewnym siebie głosem, lecz wiedziała, że coś ukrywa. Może mama do niego napisała, stary znajomy albo naprawdę nic wartego jej uwagi. Wtuliła się w jego ramię i włączyła kolejny horror.
Mogła poczuć jak jego mięśnie się rozluźniają i napinają w niektórych momentach filmów, jego zapach, ciepło oraz równomierny oddech. Nie mogła jedynie wiedzieć co dzieje się w jego głowie.
Z pozoru wyglądał na skupionego na trwającym filmie, podskakiwał nawet w straszniejszych momentach, aby rozbawić swoją towarzyszkę. W tamtym momencie dziękował za talent aktorski pozwalający mu na zatuszowanie prawdziwych uczuć pod maską przejęcia akcją na ekranie.
Dobrze wiedział, że musi z tym skończyć, że na jego pozycji to jest najgorsze co mógłby robić, ale nie potrafił przestać, odmówić.
Znowu zaczęli do niego wypisywać, że wszystko wydadzą prasie jak nie kupi kolejnej dawki. Był ich najlepszym klientem, ale nie był to jego wymarzony tytuł, którym by się szczycił wśród znajomych. Pragnął spokoju. No i jej, przy niej miał szansę na ratunek od kompletnego upadku.
****
Wiatr co jakiś czas przebywał drogę od brzegu morza aż do lasu, ale nie był przy tym agresywny, natrętny. Wręcz przeciwnie; przynosił delikatne ukojenie w ciepłą, letnią noc. Siedzieli w milczeniu, ale pod żadnym pozorem nie było to w jakikolwiek sposób niezręczne. Jego dłoń spoczywała na jej ramieniu okalając ją, biorąc ją pod swoją opiekę.
-Zaczyna się robić chłodno, idziemy?-zapytał cicho. Tak jakby bał się przerywać tej magicznej atmosfery powstałej między nimi.
-Tu jest tak ślicznie...- jęknęła.
-Nie mogę dopuścić do tego abyś się przeziębiła, bo będziesz miała wymówkę aby ominąć spotkanie w sobotę. Nie wybaczyłbym sobie tego.
-Rozbrajasz mnie chwilami.- zaśmiała się i wstając otrzepała sukienkę z niewidzialnych okruszków.- Wstawaj staruszku.- wyciągnęła rękę w jego stronę, ale on zamiast jej złapać zamknął ją w niedźwiedzim uścisku i ucałował w czubek głowy.
-Nie będzie mnie tu nikt wyzywał od staruszków, w każdej chwili bym mógł ci udowodnić, że nim nie jestem, ale to nie na pierwszej randce.- na jego twarz wpełzł leniwy, seksowny uśmiech, dla którego gotowa była zrobić wszystko. Wyrwała się z jego ramion tak, że stali tuż obok siebie.
Morze szumiało spokojnie, usypiająco kiedy jej usta zbliżały się do jego. Nie umilkło nawet wtedy, kiedy ręce Jareda wędrowały po jej plecach. Towarzyszyło im do samego końca.
****
-Wróciłam!-krzyknęła Effy z impetem otwierając drzwi. Mimo późnej pory rozpierała ją energia typowa dla kilkuletniej dziewczynki. Nie słysząc odzewu swojej przyjaciółki uznała, że zasnęła przed laptopem jak to miała kiedyś w zwyczaju. Ściągnęła buty i skierowała swoje kroki do salonu łamanego na jej tymczasowy pokój.
Widok, który tam zastała w pierwszych sekundach przyprawił ją o miniaturowy zawał serca. Dopiero gdy baczniej przyjżała się mężczyźnie leżącemu na kanapie z Lee ujrzała w nim straszego Leto. Uśmiechnęła się na ich widok, wtulonych w siebie jak para zakochanych nastolatków. Podeszła do telewizora i go wyłączyła co spowodowało pomruk niezadowolenia wydobywający się z ust jej przyjaciółki. Rozczuliła ją tym, ale nie chciała aby ich rachunki za prąd wynosiły tyle co bilet na koncert zespółu, z którego założycielami obie się spotykają.
-Co za ironia losu...- skomentowała w myślach i udała się do sypialni. Nie ma innego wyjścia niż spanie w jej łóżku, nie żeby jej to przeszkadzało w jakiś duży sposób.
****
Żadne promienie słońca nie budzily jej delikatnie i aksamitnie jak czytała o tym w książkach przez wiele lat swojego życia. Ptaszki nie ćwierkały, firanki nie trzepotały pod wpływem porannego wiatru. Obudził ją ogromny ciężar spoczywający na prawej stronie jej ciała oraz poczucie, że jest jej straszliwie gorąco. Otworzyła oczy i zobaczyła śpiącego Shannona, oplatającego ją ramionami tak jakby bał się jej wypuścić.
-Nie uciekłabym ci, nigdy.- szepnęła w jego włosy. Miała teraz idealną okazję aby przyjrzeć się temu tajemniczemu osobnikowi, który zaprzątał jej myśli od wielu ładnych lat.
Ciemne brwi o nietypowym kształcie nadawały jego twarzy wyjątkowy wyraz. Z pozoru mógł się wydawać wrogo nastawiony albo zły, ale oczy o ciepłym, brązowym odcieniu niwelowały to uczucie. Zmierzwione włosy odmładzały go trochę, nie żeby tego potrzebował, broń Boże.
Chciała aby ten moment trwał wiecznie. Nie musiała się zastanawiać jak przeżyje kolejny dzień bez myślenia o przeszłości, nie zwracała uwagi na problemy dnia codziennego. Wdychała jego zapach okalający ją niczym płaszcz chroniący przed tym co zazwyczaj spędza sen z jej zmęczonych powiek.
Przejechała ręką po jego torsie unoszącym się w górę i w dół, nadającym magiczny rytm jej myślom. Miała ogromną ochotę go pocałować, ale się powstrzymała i jakimś cudem udało jej się spod niego wydostać. Rozprostowała obolałe kości i zabrała ze sobą puste kieliszki wprost do kuchni.
-Widzę, że sobie pospałaś.- na wejściu Effy rzuciła do niej jakże stosownym komentarzem.
-Nic nie mów, przy tym człowieku nie da się spać. Żebyś ty tylko wiedziała co on potrafi!-odgryzła się z wrednym uśmieszkiem co prawie spowodowało zachłyśnięcie się jej przyjaciółki.
-Żartujesz....
-Oczywiście, przecież gdybyśmy coś tam robili nie stałabym z tobą w kuchni i nie plotkowała. Jak tam randka z Jaredem?
-Zaprosił mnie na kolejną...
-Serio? Gratuluję!-uśmiechnęła się do Eff.- Wiesz gdzie idziecie?
-Na jakąś kolację, sama nie wiem gdzie dokładnie. Czemu pytasz?
-W tą sobotę jest gala rozdania nagród muzycznych połączona z uroczystą kolacją. Śmieszne, wiem, nie zabrałby cię tam. Tak?- zapytała widząc jak z twarzy dziewczyny powoli odpływa krew, a ona opada na zimną kuchenną posadzkę.
-Shannon!- krzyknęła, aby pomógł jej podnieść ją z podłogi.

3 komentarze:

  1. Jak wspaniale czytać nowy rozdział! Muszisz wrócić do pisania bo jest bardzo ciekawie. Dużo weny! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. I to się nazywa zakończenie rozdziału z przytupem! Czekam na nexta! ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. kiedy coś nowego?

    OdpowiedzUsuń