Rozdział specjalnie dla Spongie, która regularnie namawiała mnie do napisania go. Dziękuję :)
****
Upadek.
Z początku bolesny, łamiący nasz poprzedni światopogląd na dwie
równe połówki. Z pozoru tak bardzo przerażający i
niebezpieczny, że boimy się bardziej samego faktu, zjawiska niż
jego dosłownego wydźwięku. Przecież to naturalna reakcja.
Obawiamy się nowości, akceptacja przychodzi nam z czasem, ale nie
chodzi o to. To wszystko jest zdecydowanie bardziej skomplikowane niż
wydaje się na pierwszy rzut oka.
Od
dziecka uczymy się, że upadanie jest złe, że boli. A może
właśnie ten cholernie przeszywający ból uczy nas czegoś nowego?
O nas, o innych, o wszystkim co nas otacza. Oczywisty jest fakt, że
zapamiętamy więcej rzeczy jeżeli przypiszemy je do emocji,
konkretnego odczucia jakim w tym przypadku jest ból, strach, który
bardziej zapada w pamięć niż nawet najszczęśliwszy dzień
spędzony z ukochaną osobą. Ludzki mózg funkcjonuje w sposób
zawiły, dziwaczny w swojej istocie. Raz pozwala nam cieszyć się
każdą sekundą spędzoną razem z nim/nią, ale i tak jeśli
przychodzi do zapamiętania szczegółów takich jak kolor jego oczu,
dźwięk szeptu czy nawet tego jak jego zarost przyjemnie drapał nas
w policzek podczas pocałunków, zawodzi. Po wielu latach nie potrafi
przypomnieć sobie nawet tak ważnej rzeczy jak jego imię, czy
nazwisko. Zostaje jeden, nieważny szczegół, który w tamtym
momencie aż za bardzo przykuł naszą uwagę i przyćmił wszystko
inne.
A
więc upadek to zbawienie, czy zmartwienie? Powinniśmy przejmować
się jedną małą porażką i załamywać się na każdym kroku?
Temat
wybrałam dosyć prozaiczny. Na każdym kroku możemy usłyszeć o
tym jak to mamy się nie poddawać, zostawić smutki i troski za sobą
i odetchnąć pełną piersią. Nie chodzi mi o sztuczne zmotywowanie
do działania. Zostawiam to profesorom, psychologom, których i tak
nie obchodzi to co mówi pacjent. Liczą się wyniki, cyfry i liczby,
którymi wypełniają tabelki mówiące o waszym psychicznym zdrowiu.
Przykre, lecz sam świat nie należy do najprzyjemniejszych miejsc.
Każde
z nich wiedziało jak bardzo boli podniesienie się z nawet
najmniejszego dołka. Bardziej niż sam upadek.
****
Weszła
do kuchni przebrana w ciepłą i miłą piżamę. Usiadła na małym
barowym stołku i upiła łyk gorącej herbaty postawionej przez
przyjaciółkę, która obecnie krzątała się w salonie.
Effy
najchętniej padłaby i zasnęła tu i teraz ze zmęczenia, które
dopadło ją w tamtej chwili ze zdwojoną siłą. Kąpiel połączona
z krótką drzemką i parujący napój przed nią zmogły ją
kompletnie i cudem doczłapała się do miejsca, w którym miała
spać. Pożegnała przyjaciółkę krótkim buziakiem na dobranoc i
padła.
Na
szczęście tym razem nie przyśniło się jej nic złego. Przez to
zmęczenie kompletnie zapomniała jaki jutro jest dzień i kogo
spotka. Pewnie gdyby o tym pamiętała, nie zasnęła by tak
spokojnie.
****
Ze
swojego pokoju mogła usłyszeć krzątającą się Effy, ale po dość
krótkim czasie dźwięki ucichły, a ich miejsce zajęła
narastająca z każdą minutą cisza. Uśmiechnęła się sama do
siebie ma myśl o jutrzejszym spełnieniu marzeń, o tym kogo spotka.
Najbardziej cieszyła ją myśl o tym, że to wszystko stanie się w
obecności jej przyjaciółki, która wprowadziła ją w tą muzykę.
Przez
długi czas leżała w łóżku przewracając się z boku na bok i
jedynym czego pragnęła w tamtym momencie był cichy, spokojny sen.
Niestety, nadmiar emocji nie pozwalał zamknąć jej oczu na czas
dłuższy niż ten, który był potrzebny na trzy płytkie oddechy.
Liczyła
owce, konie, wszystko co przychodziło jej do głowy. Niestety nic
jej to nie dawało. Usiadła po turecku na łóżku i wyjrzała przez
okno. Delikatne światło księżyca padało na jej zmęczoną, lecz
szczęśliwą twarz. Po raz pierwszy od bardzo dawna czuła się, że
wreszcie robi to co powinna. Wcześniej błądziła, szukała
szczęścia na każdym możliwym kroku, próbowała zapomnieć to co
zdarzyło się stosunkowo niedawno; tylko rok temu. Nie udawało jej
się i z dnia na dzień pogrążała się w coraz to większej
monotonii, była cieniem kobiety.
Teraz
miało się to zmienić. Niby zwykłe wydarzenie; spotkanie z
zespołem. Ale to właśnie dzięki nim siedzi tutaj i co
najważniejsze oddycha. Gdyby miała powiedzieć ile im zawdzięcza
nie skończyłaby monologu aż do swojej niewczesnej śmierci.
Stresowała się jutrzejszym dniem jak nigdy wcześniej. Nawet przed
pierwszym dniem w pracy nie trzęsły się jej ręce tak jak teraz.
Spojrzała na nie; drobne, długie palce podskakiwały jakby grała
na jakimś dziwnym instrumencie. Wtedy pierwsza łza szczęścia
popłynęła po jej bladym policzku.
Tuż
obok spała najważniejsza osoba w jej życiu, dzięki niej i
zespołowi jakoś się trzyma. Nie załamała się kompletnie,
chociaż była tego bardzo blisko. Mogłaby płakać i płakać, ale
na ratunek jej oczom przyszedł sen. Krótki i niespokojny, ale
zawsze.
****
-Leah?
Wiesz gdzie moja bandana? Bez niej nie wyjdę!- wrzask Effy rozlegał
się po całym domu, a przyjaciółka nie dawała rady w uspakajaniu
jej. Z początku wyśmiewała się z problemów dziewczyny, lecz
kiedy wizja spóźnienia zawitała jej do głowy, opanowała się i
pomogła w poszukiwaniach zaginionej, szczęśliwej bandanki.
-Przyjechałaś
wczoraj i już rozwaliłaś swoje rzeczy po całym domu... Skąd ja
wiedziałam, że tak będzie?- mruknęła Leah bardziej do siebie
niż do Effy.
-Bo
mnie kochasz i bardzo dobrze znasz. A teraz pomożesz mi wybrać
bluzkę.- jej twarz rozpromieniła się tym jej typowym uśmiechem.
Oczywiście,
tak jak myślała Leah. Wybór koszulki dla jej przyjaciółki był
prostym zadaniem. Otóż przygotowała sobie ona taką z napisem „I
punish you with pleasure, and pleasure you with pain”. Próbowała
powstrzymać śmiech, bo wiedziała, że dziewczyna poczuje się
urażona. Z uśmiechem wskazała tą z sugestywnym przesłaniem i
sama wróciła do pokoju, aby wybrać coś dla siebie.
Jakiś
miesiąc przed zamówiła koszulkę ozdobioną napisem „I prefer
the drummer”, ale jeśli w grę wchodziło spotkanie z głównym
zainteresowanym nie mogła wyjść na jakąś pierwszą lepszą
faneczkę. Co to to nie. Ze zrezygnowaniem odłożyła ją do szafy i
szybko wyszukała wygodną, czarną bluzkę z triadą i nazwą
zespołu. Szybko dobrała pasujące spodnie i była gotowa.
Zdecydowała się na zupełny brak makijażu, bo wiedziała, że
podczas samego koncertu wszystko spłynie z jej twarzy szybciej niż
człowiek na spływie kajakowym. Wzięła plecak z okładką ich
najnowszej płyty i poszła do salonu, w którym czekała na nią
zwarta i gotowa Effy, odziana bardzo podobnie do niej.
Miały
jeszcze ponad dwie godziny do spotkania, ale wolały być tam
wcześniej, zobaczyć jak wygląda arena, oraz sprawdzić gdzie są
toalety w razie co. Zamówiły taksówkę i po chwili jechały w
stronę miejsca, w którym wszystko się odmieni. Tylko jeszcze o tym
nie wiedziały.
****
-Proszę!-
krzyknął Jared i momentalnie w jego pokoju pojawił się Shannon z
Tomo. Ten pierwszy był bardziej podekscytowany niżby mu wypadało,
a drugi starał się to ukryć. Tylko wokalista pozostawał spokojny
jak tafla wody, przynajmniej na zewnątrz.
-Jak
myślisz, jak wyglądają?- ucieszony perkusista zasiadł
naprzeciwko brata i wpatrywał się w jego niebieskie tęczówki.
-Widziałeś
ich zdjęcia Shann...- odpowiedział młodszy z nich znudzonym
tonem.
-Jezu...
Z tobą się nie da o niczym rozmawiać. Chociło mi, że na żywo.
-Coś
za bardzo się nimi interesujesz bracie, pamiętasz chyba zasadę?
Zero zwią...
-Zero
związków z fankami. Tak, pamiętam. Po prostu wolałbym spędzić
te godziny w towarzystwie kogoś przyjemnego z wyglądu niż smutnej
brzyduli.
-Jesteś
strasznie płytki.- prychnął Jay i wstał, aby rozprostować nogi.
-Nie
bardziej niż ty, panie idealny.- zdenerwowany perkusista podążył
śladami brata i po chwili stali naprzeciwko siebie gotowi skoczyć
sobie do gardła.
-Panowie,
serio? Spokój mi tam bo zadzwonię po Vicky i ona zrobi porządek.-
Chorwat wtrącił się, bo wiedział, że bracia są w stanie zrobić
wiele pod wpływem emocji.
Obydwoje
momentalnie odskoczyli od siebie i zajęli poprzednie miejsca. Wizja
wrzeszczącej na nich żony Tomo nie należała do
najprzyjemniejszych, więc woleli się uciszyć na tą chwilę
przynajmniej.
-Setlistę
mamy ustaloną?- zapytał gitarzysta i w odpowiedzi dostał niemrawe
kiwnięcia głowami pozostałych przyjaciół.- No to każdy do
swojej garderoby, za chwilę przyjadą. Od kogo zaczynamy?
-Shannon
pewnie...- chciał wtrącić Jared, ale został skutecznie uciszony
spojrzeniem Tomo.
-No
to Shann, twoja garderoba będzie pierwszym przystankiem. Ogarnij
tam trochę, nie chcemy, aby się dziewczyny przestraszyły.-
zaśmiał się i wyszedł z ostoi spokoju młodszego Leto.
-Jak
wspomnisz coś przy nich o tym co mówiłem to...- zaczął Shannon,
ale w odpowiedzi dostał tylko wredny, chytry uśmieszek młodszego
brata. Aby sprawiedliwości stało się zadość rzucił w niego
leżącą obok poduszką i opuścił pomieszczenie trzaskając
drzwiami.
Wiedział,
że jest przewrażliwiony, ale Jared uderzył w jego słaby punkt.
Jeśli chodziło o dziewczyny, z którymi miał spędzić jedną noc
był straszliwie płytki. Mógłby się zastanawiać, użalać nad
sobą całymi dniami, co czasami nawet robił... Kolejna wada do
kolekcji. Wszedł do garderoby i wzrokiem ogarnął panujący dookoła
bałagan.
Po
chwili siedział rozłożony na fotelu, a drzwi jednej z szaf
niebezpiecznie chyliły się ku otworzeniu i wyrzuceniu z siebie tego
co jeszcze niedawno leżało na podłodze w „artystycznym
nieładzie”, który w jego przypadku był zwyczajnym syfem.
Usłyszał
pukanie do drzwi, wstał i do nich podszedł. Już miał otwierać,
kiedy do jego uszu dobiegły ciche i podekscytowane szepty. Wbrew
swojej naturze przystanął i zaczął podsłuchiwać.
-Wyglądam
dobrze? Czy ja wyglądam dobrze? Effy no mów!- ładny, kobiecy głos
histeryzował tuż pod jego drzwiami.
-Przymknij
się, jest okej. Ja wiem, że śnisz o nim prawie codziennie ale nie
powinien cię wziąć przy pierwszym prawdziwym spotkaniu. - w tym
momencie starał się opanować chichot oraz ego, które wzrosło
niesłychanie na wiadomość, że tamta kobieta go uwielbia.
-Cicho
bądź! A co jak usłyszy? Wyjdę na jakąś napaloną idiotkę.
-Jakbyś
nią nie była.- zapukały po raz kolejny i teraz otworzył drzwi.
Uśmiechnął
się nieśmiało. Było lepiej niż się spodziewał.
Genialnie się zapowiada. Czekam na kolejne. Bardzo podobał mi się wstęp, był taki prawdziwi. Jestem pod wrażeniem bo czytam twoje wszystkie ff od początku i strasznie się poprawiłaś od tego czasu. Uszanowanko ;) / Justi
OdpowiedzUsuńFajna historia i wgl pomysł. Też jestem fanką Marsów, więc blog przypadł mi do gustu.
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie:
zaklinacze-koni.blogspot.com
http://domieevlog.blogspot.com/
Artystyczny nieład! Jakże to znajome :)
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejne :)
heuhehuehueuhehuehuehheuhehuehueuhhueheuehue
OdpowiedzUsuńmam nadzieje jednak, że niekoniecznie Leah wskoczy od razu do jego łóżka (chociaż jest tak chętna, iż nie wiem, czy dotrwałaby tak długi okres czasu, jaki zajmuje dojście do łóżka XD) i trochę sobie pogadają, chłopaki je lepiej poznają i wymienią się numerami telefonu (tzn Leto dadzą dziewczynom, bo oni mają do nich xD )