sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 2- You are my comfort and happiness.

Rozdział specjalnie dla Spongie, która regularnie namawiała mnie do napisania go. Dziękuję :) 

****
Upadek. Z początku bolesny, łamiący nasz poprzedni światopogląd na dwie równe połówki. Z pozoru tak bardzo przerażający i niebezpieczny, że boimy się bardziej samego faktu, zjawiska niż jego dosłownego wydźwięku. Przecież to naturalna reakcja. Obawiamy się nowości, akceptacja przychodzi nam z czasem, ale nie chodzi o to. To wszystko jest zdecydowanie bardziej skomplikowane niż wydaje się na pierwszy rzut oka.
Od dziecka uczymy się, że upadanie jest złe, że boli. A może właśnie ten cholernie przeszywający ból uczy nas czegoś nowego? O nas, o innych, o wszystkim co nas otacza. Oczywisty jest fakt, że zapamiętamy więcej rzeczy jeżeli przypiszemy je do emocji, konkretnego odczucia jakim w tym przypadku jest ból, strach, który bardziej zapada w pamięć niż nawet najszczęśliwszy dzień spędzony z ukochaną osobą. Ludzki mózg funkcjonuje w sposób zawiły, dziwaczny w swojej istocie. Raz pozwala nam cieszyć się każdą sekundą spędzoną razem z nim/nią, ale i tak jeśli przychodzi do zapamiętania szczegółów takich jak kolor jego oczu, dźwięk szeptu czy nawet tego jak jego zarost przyjemnie drapał nas w policzek podczas pocałunków, zawodzi. Po wielu latach nie potrafi przypomnieć sobie nawet tak ważnej rzeczy jak jego imię, czy nazwisko. Zostaje jeden, nieważny szczegół, który w tamtym momencie aż za bardzo przykuł naszą uwagę i przyćmił wszystko inne.
A więc upadek to zbawienie, czy zmartwienie? Powinniśmy przejmować się jedną małą porażką i załamywać się na każdym kroku?
Temat wybrałam dosyć prozaiczny. Na każdym kroku możemy usłyszeć o tym jak to mamy się nie poddawać, zostawić smutki i troski za sobą i odetchnąć pełną piersią. Nie chodzi mi o sztuczne zmotywowanie do działania. Zostawiam to profesorom, psychologom, których i tak nie obchodzi to co mówi pacjent. Liczą się wyniki, cyfry i liczby, którymi wypełniają tabelki mówiące o waszym psychicznym zdrowiu. Przykre, lecz sam świat nie należy do najprzyjemniejszych miejsc.
Każde z nich wiedziało jak bardzo boli podniesienie się z nawet najmniejszego dołka. Bardziej niż sam upadek.
****
Weszła do kuchni przebrana w ciepłą i miłą piżamę. Usiadła na małym barowym stołku i upiła łyk gorącej herbaty postawionej przez przyjaciółkę, która obecnie krzątała się w salonie.
Effy najchętniej padłaby i zasnęła tu i teraz ze zmęczenia, które dopadło ją w tamtej chwili ze zdwojoną siłą. Kąpiel połączona z krótką drzemką i parujący napój przed nią zmogły ją kompletnie i cudem doczłapała się do miejsca, w którym miała spać. Pożegnała przyjaciółkę krótkim buziakiem na dobranoc i padła.
Na szczęście tym razem nie przyśniło się jej nic złego. Przez to zmęczenie kompletnie zapomniała jaki jutro jest dzień i kogo spotka. Pewnie gdyby o tym pamiętała, nie zasnęła by tak spokojnie.
****
Ze swojego pokoju mogła usłyszeć krzątającą się Effy, ale po dość krótkim czasie dźwięki ucichły, a ich miejsce zajęła narastająca z każdą minutą cisza. Uśmiechnęła się sama do siebie ma myśl o jutrzejszym spełnieniu marzeń, o tym kogo spotka. Najbardziej cieszyła ją myśl o tym, że to wszystko stanie się w obecności jej przyjaciółki, która wprowadziła ją w tą muzykę.
Przez długi czas leżała w łóżku przewracając się z boku na bok i jedynym czego pragnęła w tamtym momencie był cichy, spokojny sen. Niestety, nadmiar emocji nie pozwalał zamknąć jej oczu na czas dłuższy niż ten, który był potrzebny na trzy płytkie oddechy.
Liczyła owce, konie, wszystko co przychodziło jej do głowy. Niestety nic jej to nie dawało. Usiadła po turecku na łóżku i wyjrzała przez okno. Delikatne światło księżyca padało na jej zmęczoną, lecz szczęśliwą twarz. Po raz pierwszy od bardzo dawna czuła się, że wreszcie robi to co powinna. Wcześniej błądziła, szukała szczęścia na każdym możliwym kroku, próbowała zapomnieć to co zdarzyło się stosunkowo niedawno; tylko rok temu. Nie udawało jej się i z dnia na dzień pogrążała się w coraz to większej monotonii, była cieniem kobiety.
Teraz miało się to zmienić. Niby zwykłe wydarzenie; spotkanie z zespołem. Ale to właśnie dzięki nim siedzi tutaj i co najważniejsze oddycha. Gdyby miała powiedzieć ile im zawdzięcza nie skończyłaby monologu aż do swojej niewczesnej śmierci. Stresowała się jutrzejszym dniem jak nigdy wcześniej. Nawet przed pierwszym dniem w pracy nie trzęsły się jej ręce tak jak teraz. Spojrzała na nie; drobne, długie palce podskakiwały jakby grała na jakimś dziwnym instrumencie. Wtedy pierwsza łza szczęścia popłynęła po jej bladym policzku.
Tuż obok spała najważniejsza osoba w jej życiu, dzięki niej i zespołowi jakoś się trzyma. Nie załamała się kompletnie, chociaż była tego bardzo blisko. Mogłaby płakać i płakać, ale na ratunek jej oczom przyszedł sen. Krótki i niespokojny, ale zawsze.
****
-Leah? Wiesz gdzie moja bandana? Bez niej nie wyjdę!- wrzask Effy rozlegał się po całym domu, a przyjaciółka nie dawała rady w uspakajaniu jej. Z początku wyśmiewała się z problemów dziewczyny, lecz kiedy wizja spóźnienia zawitała jej do głowy, opanowała się i pomogła w poszukiwaniach zaginionej, szczęśliwej bandanki.
-Przyjechałaś wczoraj i już rozwaliłaś swoje rzeczy po całym domu... Skąd ja wiedziałam, że tak będzie?- mruknęła Leah bardziej do siebie niż do Effy.
-Bo mnie kochasz i bardzo dobrze znasz. A teraz pomożesz mi wybrać bluzkę.- jej twarz rozpromieniła się tym jej typowym uśmiechem.
Oczywiście, tak jak myślała Leah. Wybór koszulki dla jej przyjaciółki był prostym zadaniem. Otóż przygotowała sobie ona taką z napisem „I punish you with pleasure, and pleasure you with pain”. Próbowała powstrzymać śmiech, bo wiedziała, że dziewczyna poczuje się urażona. Z uśmiechem wskazała tą z sugestywnym przesłaniem i sama wróciła do pokoju, aby wybrać coś dla siebie.
Jakiś miesiąc przed zamówiła koszulkę ozdobioną napisem „I prefer the drummer”, ale jeśli w grę wchodziło spotkanie z głównym zainteresowanym nie mogła wyjść na jakąś pierwszą lepszą faneczkę. Co to to nie. Ze zrezygnowaniem odłożyła ją do szafy i szybko wyszukała wygodną, czarną bluzkę z triadą i nazwą zespołu. Szybko dobrała pasujące spodnie i była gotowa. Zdecydowała się na zupełny brak makijażu, bo wiedziała, że podczas samego koncertu wszystko spłynie z jej twarzy szybciej niż człowiek na spływie kajakowym. Wzięła plecak z okładką ich najnowszej płyty i poszła do salonu, w którym czekała na nią zwarta i gotowa Effy, odziana bardzo podobnie do niej.
Miały jeszcze ponad dwie godziny do spotkania, ale wolały być tam wcześniej, zobaczyć jak wygląda arena, oraz sprawdzić gdzie są toalety w razie co. Zamówiły taksówkę i po chwili jechały w stronę miejsca, w którym wszystko się odmieni. Tylko jeszcze o tym nie wiedziały.
****
-Proszę!- krzyknął Jared i momentalnie w jego pokoju pojawił się Shannon z Tomo. Ten pierwszy był bardziej podekscytowany niżby mu wypadało, a drugi starał się to ukryć. Tylko wokalista pozostawał spokojny jak tafla wody, przynajmniej na zewnątrz.
-Jak myślisz, jak wyglądają?- ucieszony perkusista zasiadł naprzeciwko brata i wpatrywał się w jego niebieskie tęczówki.
-Widziałeś ich zdjęcia Shann...- odpowiedział młodszy z nich znudzonym tonem.
-Jezu... Z tobą się nie da o niczym rozmawiać. Chociło mi, że na żywo.
-Coś za bardzo się nimi interesujesz bracie, pamiętasz chyba zasadę? Zero zwią...
-Zero związków z fankami. Tak, pamiętam. Po prostu wolałbym spędzić te godziny w towarzystwie kogoś przyjemnego z wyglądu niż smutnej brzyduli.
-Jesteś strasznie płytki.- prychnął Jay i wstał, aby rozprostować nogi.
-Nie bardziej niż ty, panie idealny.- zdenerwowany perkusista podążył śladami brata i po chwili stali naprzeciwko siebie gotowi skoczyć sobie do gardła.
-Panowie, serio? Spokój mi tam bo zadzwonię po Vicky i ona zrobi porządek.- Chorwat wtrącił się, bo wiedział, że bracia są w stanie zrobić wiele pod wpływem emocji.
Obydwoje momentalnie odskoczyli od siebie i zajęli poprzednie miejsca. Wizja wrzeszczącej na nich żony Tomo nie należała do najprzyjemniejszych, więc woleli się uciszyć na tą chwilę przynajmniej.
-Setlistę mamy ustaloną?- zapytał gitarzysta i w odpowiedzi dostał niemrawe kiwnięcia głowami pozostałych przyjaciół.- No to każdy do swojej garderoby, za chwilę przyjadą. Od kogo zaczynamy?
-Shannon pewnie...- chciał wtrącić Jared, ale został skutecznie uciszony spojrzeniem Tomo.
-No to Shann, twoja garderoba będzie pierwszym przystankiem. Ogarnij tam trochę, nie chcemy, aby się dziewczyny przestraszyły.- zaśmiał się i wyszedł z ostoi spokoju młodszego Leto.
-Jak wspomnisz coś przy nich o tym co mówiłem to...- zaczął Shannon, ale w odpowiedzi dostał tylko wredny, chytry uśmieszek młodszego brata. Aby sprawiedliwości stało się zadość rzucił w niego leżącą obok poduszką i opuścił pomieszczenie trzaskając drzwiami.
Wiedział, że jest przewrażliwiony, ale Jared uderzył w jego słaby punkt. Jeśli chodziło o dziewczyny, z którymi miał spędzić jedną noc był straszliwie płytki. Mógłby się zastanawiać, użalać nad sobą całymi dniami, co czasami nawet robił... Kolejna wada do kolekcji. Wszedł do garderoby i wzrokiem ogarnął panujący dookoła bałagan.
Po chwili siedział rozłożony na fotelu, a drzwi jednej z szaf niebezpiecznie chyliły się ku otworzeniu i wyrzuceniu z siebie tego co jeszcze niedawno leżało na podłodze w „artystycznym nieładzie”, który w jego przypadku był zwyczajnym syfem.
Usłyszał pukanie do drzwi, wstał i do nich podszedł. Już miał otwierać, kiedy do jego uszu dobiegły ciche i podekscytowane szepty. Wbrew swojej naturze przystanął i zaczął podsłuchiwać.
-Wyglądam dobrze? Czy ja wyglądam dobrze? Effy no mów!- ładny, kobiecy głos histeryzował tuż pod jego drzwiami.
-Przymknij się, jest okej. Ja wiem, że śnisz o nim prawie codziennie ale nie powinien cię wziąć przy pierwszym prawdziwym spotkaniu. - w tym momencie starał się opanować chichot oraz ego, które wzrosło niesłychanie na wiadomość, że tamta kobieta go uwielbia.
-Cicho bądź! A co jak usłyszy? Wyjdę na jakąś napaloną idiotkę.
-Jakbyś nią nie była.- zapukały po raz kolejny i teraz otworzył drzwi.

Uśmiechnął się nieśmiało. Było lepiej niż się spodziewał. 

4 komentarze:

  1. Genialnie się zapowiada. Czekam na kolejne. Bardzo podobał mi się wstęp, był taki prawdziwi. Jestem pod wrażeniem bo czytam twoje wszystkie ff od początku i strasznie się poprawiłaś od tego czasu. Uszanowanko ;) / Justi

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajna historia i wgl pomysł. Też jestem fanką Marsów, więc blog przypadł mi do gustu.

    Zapraszam do mnie:

    zaklinacze-koni.blogspot.com
    http://domieevlog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Artystyczny nieład! Jakże to znajome :)
    Czekam na kolejne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. heuhehuehueuhehuehuehheuhehuehueuhhueheuehue

    mam nadzieje jednak, że niekoniecznie Leah wskoczy od razu do jego łóżka (chociaż jest tak chętna, iż nie wiem, czy dotrwałaby tak długi okres czasu, jaki zajmuje dojście do łóżka XD) i trochę sobie pogadają, chłopaki je lepiej poznają i wymienią się numerami telefonu (tzn Leto dadzą dziewczynom, bo oni mają do nich xD )

    OdpowiedzUsuń